Fb: Rowerowa strona Mateusza Ordy

Rok 2021 button stats bikestats.pl

WYCIECZKI 2021
42. 01.11 Nowa Brzeźnica - Kleszczów - Wola Wiewiecka S
41. 03.10 Warszawa
40. 02.10 Opole - Brzeg
39. 27.09 Kędzierzyn-Koźle - Racibórz
38. 25.09 Kluczbork - Opole
37. 08.09 Częstochowa - Zawiercie
36. 22.08 Gliwice - Góra św. Anny - Częstochowa
35. 14.08 Łeba - Koszalin
34. 12.08 Kamień Pomorski - Szczecin
33. 09.08 Niechorze - Gryfice - Płoty - Resko - Niechorze
32. 07.08 Niechorze - Koszalin
31. 05.08 Niechorze - Świnoujście
30. 04.08 Szczecin - Siekierki (most) - Godków
29. 02.08 Niechorze - Mielno - Kołobrzeg
28. 25.07 Częstochowa - Kłobuck - Poraj - Rudniki - Częstochowa
27. 22.07 Nysa - Opole - Częstochowa
26. 21.07 Paczków - Kłodzko - Nysa
25. 19.07 Kluczbork - Częstochowa
24. 16.07 Dobryszyce - Kleszczów - Częstochowa
23. 15.07 Dąbrowa Górnicza - Sosnowiec - Dąbrowa Górnicza
22. 13.07 Częstochowa - Ostrów Wielkopolski
21. 11.07 Zawiercie - Koniecpol
20. 10.07 Częstochowa - Kielce
19. 06.07 Częstochowa - Łódź
18. 04.07 Dąbrowa Górnicza - Kraków
17. 02.07 Częstochowa - Chałupki
16. 30.06 Częstochowa - Mzurów - Trzebniów - Częstochowa S
15. 28.06 Częstochowa - Przedbórz - Radomsko S
14. 21.06 Piotrków Trybunalski - Kleszczów - Radomsko
13. 20.06 Częstochowa - Irządze - Lelów - Częstochowa S
12. 19.06 Częstochowa - Opole
11. 17.06 Zawiercie - Giebło - Częstochowa S
10. 15.06 Częstochowa - Piotrków Trybunalski
9. 09.06 Częstochowa - Katowice
8. 06.06 Lubliniec - Olesno - Praszka - Częstochowa
7. 05.06 Tarnowskie Góry - Toszek - Herby
6. 31.05 Wrocław
5. 30.05 Wrocław - Brzeg
4. 29.05 Zielona Góra - Wrocław
3. 15.05 Częstochowa - Przyrów - Częstochowa
2. 09.05 Zawiercie - Częstochowa
1. 01.05 Częstochowa - Żłobnica - Kleszczów - Wola Wiewiecka


Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi matiz17 z miasta Częstochowa. Mam przejechane 251574.91 kilometrów. Jeżdżę z prędkością średnią 19.38 km/h.
Jeżdżę, bo lubię, sprawia mi to przyjemność. Na drugim miejscu jest: statystyka, czego dowodem jest brak wiedzy o przekroczonych barierach rowerowych typu 10.000km w danym roku, czy brak wiedzy o ilości gmin, przez które przejechałem (na razie). W 2013 roku zacząłem jeździć poza granicami miasta. Z czasem wyprawy stawały się co raz dalsze i niekiedy kilkudniowe. W 2015 roku zmieniłem podstawowy rower na Meridę przystosowaną głównie (ale nie tylko) do asfaltowych tras. Jeżdżę dalej i w 2017 roku z pewnością odwiedzę wiele nowych miejsc, a także powrócę do tych już znanych. W większości jeżdżę sam, ale niejednokrotnie wyjeżdżałem na większe trasy ze Znajomymi, a czasem nawet w większej grupie. Rower jest przede wszystkim dla mnie najlepszą formą transportu. Przez cały rok, w każdych warunkach pokonuje spore ilości kilometrów. Oprócz tego jest najlepszym sposobem na spędzanie wolnego czasu, a także dbanie o zdrowy tryb życia. Więcej o mnie.


Rok 2025 button stats bikestats.pl
Rok 2024 button stats bikestats.pl
Rok 2023 button stats bikestats.pl
Rok 2022 button stats bikestats.pl Rok 2021 button stats bikestats.pl Rok 2020 button stats bikestats.pl Rok 2019 button stats bikestats.pl Rok 2018 button stats bikestats.pl Sezon 2017 button stats bikestats.pl Sezon 2016 button stats bikestats.pl Sezon 2015 button stats bikestats.pl Sezon 2014 button stats bikestats.pl Sezon 2013 button stats bikestats.pl

REKORDY ROWEROWE

Max. dystans dzienny:
brak

Max. dystans roczny:
2016

Max. dystans miesięczny:
lipiec 2015

Max. prędkość na rowerze:
brak

Min. 300km na dzień:
2 razy

Min. 200km na dzień:
brak

Min. 150km na dzień:
brak

Min. 100km na dzień:
brak

Największy dystans solo:
brak

Najdłuższa czasowo jazda:
brak

Max. temperatura w czasie jazdy:
brak

Min. temperatura w czasie jazdy:
brak

Województwa odwiedzone na rowerze:
śląskie, małopolskie, łódzkie, opolskie, świętokrzyskie, zachodniopomorskie, dolnośląskie, wielkopolskie, pomorskie

Kraje odwiedzone na rowerze:
Polska, Niemcy



MOJE WYCIECZKI

-----Sezon 2020-----
1. Częstochowa - Kleszczów - Wola Wiewiecka


Wycieczki 2018 (min. 100km)
53. Częstochowa - Łódź GC
19. Piotrków Tryb. - Łódź - Częstochowa GC

Wycieczki 2017
20. 11.06 Wieluń
19. 09.06 Krzepice
18. 04.06 Tarnowskie Góry - Częstochowa przez Kielczę, Tworóg
17. 03.06 Tarnowskie Góry - Częstochowa (Chechło-Nakło, Zielona)
16. 02.06 Północne rubieże
15. 01.06 Zamek Bobolice
14. 28.05 Powiat gliwicki
13. 27.05 Bobolice
12. 21.05 Tarnowskie Góry - Częstochowa
11. 19.05 Kleszczów i Góra Kamieńsk
10. 14.05 Tarnowskie Góry - Częstochowa
9. 06.05 Górny Śląsk i Zagłębie
8. 01.05 Księstwo Siewierskie
7. 29.04 Wojaże po lublinieckim
6. 01.04 Mirów i Bobolice
5. 18.02 Dąbrowa Górnicza - Częstochowa
4. 08.01 Gdynia(100km)
3. 07.01 Gdańsk (80km)
2. 06.01 Gdynia (60km)
1. 05.01 Gdańsk (50km)

Wycieczki 2016
60. Kraków (90 km)
59. Kleszczów (150 km)
58. Kraków - Częstochowa (170 km)
57. Kleszczów (150 km)
56. Kraków - Częstochowa (180 km)
55. Ziemia toszecko-gliwicka (220 km)
54. Częstochowa - Katowice - Częstochowa (200 km)
53. Kleszczów (140 km)
52. Częstochowa - Kraków - Częstochowa (300 km)
51. Żywiec - Częstochowa (180 km)
50. Kleszczów i Kraków (160 km)
49. Kraków - Częstochowa (210km)
48. Kleszczów i Góra Kamieńsk (190km)
47. Kraków - Częstochowa (230km)
46. Brzegi - Częstochowa (130km)
45. Chęciny i Kielce (100km)
44. Pińczów, Chęciny, Kielce (150km)
43. Częstochowa - Brzegi (170km)
42. 16.08 Ustronie Morskie (110km)
41. 14.08 Świnoujście, Bansin (150km)
40. 13.08 Kołobrzeg, Gąski (160km)
39. Wrocław - Częstochowa (210km)
38. Opole - Wrocław (180km)
37. 02.08 Złoty Potok, Bobolice (120km)
36. Kraków - Częstochowa (250km)
35. Multi Orbita 2016 (330km)
34. Bobolice (100km)
33. Próbna Orbita 2016 (130km)
32. Tarnowskie Góry (120km)
31. 06.07 Przed Orbitą (100km)
30. Kleszczów (100km)
29. Jędrzejów (210km)
28. 01.07 Żarki (100km)
27. Łódź - Częstochowa(200km)
26. Tworóg(120km)
25. Dobrodzień (130km)
24. Toszek (150km)
23. Kleszczów II (170km)
22. Kraków - Częstochowa (190km)
21. Kraków (190km)
20. Kraków i Tyniec (140km)
19. Częstochowa - Kraków (220km)
18. 05.06 Bobolice (100km)
17. 04.06 Tarnowskie Góry (130km)
16. 01.06 Bobolice (110km)
15. Kłobuck i Krzepice (100km)
14. Bobolice (100km)
13. Górny Śląsk - Zagłębie (180km)
12. Kleszczów (170km)
11. Bobolice (100km)
10. Jeleniak Mikuliny, Kalety (110km)
9. Dróżki asfaltowe (100km)
8. Dróżki asfaltowe (100km)
7. Mirów i Bobolice (100km)
6. Księstwo Siewierskie (100km)
5. Radomsko (100km)
4. Bobolice (120km)
3. Bobolice (110km)
2. Gliwice - Częstochowa (110km)
1. Ostrężnik (100km)
Statystyka wycieczek 2016
Wszystkie trasy pozamiejskie

Wycieczki 2015
41. 24.10 Po Krakowie (130km)
40. 05.10 Działoszyn, Pajęczno, Radomsko (140km)
39. 04.10 Częstochowa - Kraków (150km)
38. 02.10 Mirów i Bobolice (100km)
37. 17.09 Kleszczów (200km)
36. 16.09 Gidle (120km)
35. 14.09 Katowice Zagłębie (180km)
34. 13.09 Asfaltowe drogi rowerowe (120km)
33. 29.08 Kraków - Częstochowa (180km)
32. 27.08 Brzegi - Częstochowa (140km)
31. 26.08 Częstochowa - Brzegi (140km)
30. 23.08 Częstochowa - Tarnowskie Góry - Częstochowa (120km)
29. 19.08 Częstochowa - Szczekociny - Częstochowa (120km)
28. 16.08 Uckeritz (60km)
27. 14.08 Uckeritz (70km)
26. 13.08 Zinnowitz (80km)
25. 12.08 Karsibór (60km)
24. 10.08 Międzyzdroje, Wisełka (90km)
23. 07.08 Dróżki rowerowe i Żarki (95km)
22. 04.08 Zawiercie TdP (130km)
21. 31.07 Wolbrom (180km)
20. 25/26.07 Mini Orbita
19. 24.07 Tour de Częstochowa (80km)
18. 21.07 Częstochowa - Kraków (180km)
17. 20.07 Mirów i Bobolice (100km)
16. 18.07 Próbna Mini Orbita (120km)
15. 16.07 Ogrodzieniec (160km)
14. 12.07 Asfaltowe drogi rowerowe i Żarki (130km)
13. 11.07 Koszęcin, Kalety (100km)
13. 04.07 Po Krakowie (95km)
12. 03.07 Kleszczów (130km)
11. 01.07 Radłów, Panki (130km)
10. 14.06 Bobolice, Niegowa, Lelów (120km)
9. 05.06 Przyrów, Lelów (130km)
8. 03.06 Częstochowa - Katowice - Częstochowa (180km)
7. 29.05 Krzepice (100km)
6. 25.05 Lubliniec (110km)
5. 16.05 Asfaltowe drogi rowerowe (120km)
4. 12.04 Częstochowa - Kraków (160km)
3. 11.04 Siewierz (85+25km)
2. 21.03 Bobolice (115km)
1. 03.01 Bobolice (110km)

Wycieczki 2014
19. 11.11 Koszęcin
18. 31.10 Mirów i Bobolice
17. 18.09 Kalety i Zalew Zielona
16. 05.09 Ogrodzieniec
15. 31.08 Brzegi - Częstochowa
14. 30.08 Chęciny i Kielce
13. 29.08 Chęciny i Kielce
12. 28.08 Chęciny
11. 27.08 Częstochowa - Brzegi
10. 10.08 Bobolice
9. 28.07 Kołobrzeg
8. 24.07 Międzywodzie
7. 19/20.07 Decathlon Orbita
6. 16.07 Mirów i Bobolice
5. 29.06 Częstochowa - Kraków
4. 23.06 Szczekociny
3. 19.06 Tarnowskie Góry
2. 26.04 Mirów i Bobolice
1. 06.04 Częstochowa - Kraków (150km)

Wycieczki 2013
1. 29.12 Góra Zborów
1. 13.09 Częstochowa - Kraków
1. 15.07 Mirów i Bobolice






Archiwum bloga

  • DST 52.58km
  • Teren 6.00km
  • Czas 03:41
  • VAVG 14.28km/h
  • VMAX 32.05km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Sprzęt Toskana
  • Aktywność Jazda na rowerze

Niechorze, Rewal, Pogorzelica. Jazda na rowerze nad Bałtykiem.

Piątek, 25 lipca 2014 | Komentarze 0

Czwarty dzień nad morzem.
Dzisiaj nieco wcześniej wyjechałem nad Morze. Nad Morze Bałtyckie, bez większych planów wyjazdowych w dniu dzisiejszym. Trzeba trochę odpocząć od wycieczek i skorzystać trochę z plaży. Po 10-stej byłem na falochronie w Niechorzu, później przejechałem się kawałek plażą po brzegu Morza. Coś znakomitego. Nie chciało się wracać, jednak po paru chwilach podjechałem jeszcze do kwatery.
Później pojechałem w kierunku plaży i trochę czasu spędzonego na Słońcu, ale niestety zimna woda do kąpieli.
Powrót z plaży, bo nieco się zachmurzyło. Udało się trochę wykorzystać ten dzień rowerowo. Pojechałem do Rewala. Najpierw obok latarni morskiej w Niechorzu, później standardem asfaltowym (R-10) i bitumicznymi drogami rowerowymi właśnie w Rewalu, wprost zachęcającymi do jazdy. Popodziwiałem trochę klif rewalski, który w porównaniu z Niechorzem jest dość wysoki, zniosłem też na chwilę rower na plażę.
Później pojechałem w kierunku drogi wojewódzkiej 102 i właśnie nią dotarłem do sklepu. Załadowałem zakupy. Powrót - wojewódzką 102 i przez centrum Rewala, bitumicznymi drogami rowerowymi i szlakiem R-10, gdzie wyjechałem obok latarni morskiej w Niechorzu. Jedyne, czego brakowało to może tego lubianego przeze mnie późno popołudniowego Słońca.
Po przyjeździe wyskoczyłem jeszcze na asfaltową rundkę po okolicy. Przejechałem się taką trasą: Niechorze – do drogi wojewódzkiej 102 – Lędzin – Konarzewo – Pogorzelica – przez centrum Pogorzelicy i Niechorze. Później w Niechorzu już dojechałem falochronu i wgłąb Morza Bałtyckiego. Różnicę w temperaturach też dało się odczuć (na lądzie 20 stopni C, wgłąb morza 16 stopni C). Temperature trochę obniżał wiatr. Udało się też zdążyć na Zachód Słońca, czego zupełnie nie planowałem. Atmosferę budowały też puszczane lampiony.
Po zmroku przejechałem się bitumiczną drogą rowerową w kierunku Pogorzelicy. Standardowa trasa, tak by pojeździć po najbliższej okolicy. Znakomicie się jeździ asfaltowym standardem, takie specjalnie wydzielone i dobrze wykonane drogi rowerowe zachęcają do korzystania z nich. Odbiłem ul. Słoneczną w kierunku Centrum i tam właśnie wniosłem rower na jedno z wejść na plażę i popatrzałem już wieczornie na Morze. Powrót do kwatery ul. Słoneczną (Pogorzelica) i później już asfaltowym wariantem do Niechorza (szlakiem R-10) wzdłuż Nadmorskiej Kolei Wąskotorowej.
Kolejny dzień jazdy na rowerze nad Morzem za mną, dziś trochę mniej roweru, ale też udało się pojeździć.


Porannie na molo w Niechorzu

Porannie na plaży w Niechorzu

Jazda po brzegu Morza

Jazda po brzegu Morza II

Na asfaltówce R-10 (Niechorze - Pogorzelica)

Rower na europejskim szlaku wokół Morza Bałtyckiego: R-10

Klif w Rewalu

Na plaży w Rewalu

Na drodze rowerowej w Rewalu

Przy Zachodzie Słońca - molo w Niechorzu

Rower na plaży po zmroku - Pogorzelica


  • DST 103.65km
  • Teren 3.00km
  • Czas 06:25
  • VAVG 16.15km/h
  • VMAX 36.59km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Sprzęt Toskana
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rewal - Trzęsacz - Pobierowo - Dziwnów - Dziwnówek - Międzywodzie (pomorze Zachodnie - jazda przy linii brzegowej)

Czwartek, 24 lipca 2014 | Komentarze 0

Trzeci dzień pobytu nad morzem.
Dziś pojechałem w kierunku Pomorza Zachodniego by zobaczyć kolejne miejscowości nadmorskie i pojeździć wzdłuż linii brzegowej, było kilka zaplanowanych punktów do odwiedzenia, ale głównego celu nie planowałem (może Międzywodzie, coś w tej okolicy).
Najpierw przez Niechorze, obok latarni morskiej, później do Rewala. Tam wjeżdżam i przez centrum docieram do drogi wojewódzkiej 102, którą prowadziła droga rowerowa wzdłuż wybrzeża: R-10. W Rewalu kolejne pozytywne zaskoczenie: znakomite, bitumiczne drogi rowerowe i to na dość sporym odcinku. Świetnie wykonane - bardzo dobrze się tędy jechało. Nie są te drogi wprawdzie ze sobą świetnie skorelowane, ale na sporych odcinkach są wykonane i zachęcające do jazdy. Nie kusiło mnie jechać asfaltem, tylko by skorzystać z tych dróg rowerowych. Jeszcze na chwilę na Rynek w Rewalu i taras widokowy na plażę, dość spory klif. Troszkę zdenerwował mnie licznik nie naliczający od jakiegoś kilometra dystansu, jednak poprawiłem, coś z czujnikiem i już któryś raz mi się tak zdarzyło (na szczęście jest drugi licznik, więc dystans można oszacować z dużą dokładnością). Później już do drogi wojewódzkiej 102 i tą właśnie drogą do Trzęsacza. Tam odbijam w kierunku Morza i Ruin Kościoła. Wychodzę na podest nad plażą – piękny widok na plażę i morze, a także na kościółek, została już tylko ściana, którą umacniają jak tylko mogą. Jeszcze na chwilę po jakąś pamiątkę i jadę dalej. Wyjeżdżam do drogi wojewódzkiej 102 i przez Pustkowo, Pobierowo, Łukęcin docieram do Dziwnówka. Tam w centrum też na kawałku asfaltowa ścieżka, dalej już kostka. W Dziwnówku zwróciłem uwagę na symboliczną latarnię morską. Kawałek dalej i jestem w Dziwnowie. Tam dojeżdżam do Morza Bałtyckiego i plaży, na chwilę. Jadę przez most zwodzony, gdzie do Morza wpływa rzeka Dźwina. Przejechałem go asfaltem i też chodnikiem – normalnie wąsko jak u nas na wiadukcie na Stradomiu. Dalej jadę jeszcze przez Dziwnów, odbiłem w kierunku plaży i tamtędy chodnikiem tuż przy Morzu, wprawdzie bardziej dla pieszych, ale pewne urozmaicenie było, trochę jazdy i widoku na Morze Bałtyckie. Później jeszcze na chwilę na plażę i z powrotem, jadę w kierunku Międzywodzia już wojewódzką 102, trochę chodnikiem z dopuszczonym ruchem rowerów. Droga wojewódzka na tym odcinku też niezachęcająca – asfalt się skończył, pojawiły się betonowe płyty. To w trakcie jazdy ustawiłem sobie dziś za cel główny, choć po głowie chodziło mi czy nie pojechać dalej, jednak nie. Trochę też opadłem z sił i wdałem się w taką beznadziejność. Tak naprawdę oprócz tego, że to Wybrzeże, nie ma tu nic szczególnego, co by przyciągało turystów. Przejechałem przez Centrum i jeszcze do końca Międzywodzia (mniej więcej do skrzyżowania, na którym odbija się na Wolin) i z powrotem. Droga powrotna musiała nastać, w Międzywodziu nie było chęci dłużej zostawać.
Na pewno największym znaczeniem było to, że jeździłem nad morzem, poznawałem nowe trasy i jechałem przez miejscowości położone na wybrzeżu. Wracam w wariancie jezdni - drogą wojewódzką 102: Międzywodzie – Dziwnów – Dziwnówek – Łukęcin – Pobierowo – Pustkowo – Trzęsacz – Rewal (przez Centrum) – Niechorze. W Dziwnowie jedną z dodatkowych atrakcji był otwarty most zwodzony. Odczekałem i pojechałem w kierunku portu. W Dziwnowie też w kierunku plaży, do której prowadziła tymczasowa droga, bo umacniają falochrony. Miejscowość jako miejscowość nie przykuła mojej uwagi, jednak zaznałem tam odrobinę spokoju. W świadomości były kilometry, które jeszcze muszę przejechać, jednak zostałem tam na kilka chwil. Pobyłem trochę nad brzegiem morza, pozbierałem muszelek, trochę przejechałem się po brzegu Morza, ale tak by nie zmoczyć roweru, trochę też zdjęć i w drogę powrotną. Moją uwagę zwrócił widok w oddali (w kierunku Międzyzdrojów) – tam podobno jest bardzo ładne wzgórze widokowe – nie było jednak sił i chęci by jechać dalej w kierunku Pomorza Zachodniego, jakoś tak opadłem z werwy do kręcenia. Przez myśl przeszła mi też latarnia morska w Kikucie, ale zbytnio nie wiedziałem jak tam dojechać, nie planowałem tego wcześniej, zaś Międzyzdroje to był za bardzo odległy plan. Dotarłem koniec końców do wcześniej wspomnianego już Międzywodzia. Z plaży w Dziwnowie po wyprowadzeniu roweru z plaży i dojechaniu do drogi wojewódzkiej 102 odjechałem w drogę powrotną. Jeszcze sporo kilometrów zostało, później w drodze jeszcze na chwilę odbiłem na plażę w Dziwnówku, ale tylko na chwilę, tak tylko ją zobaczyć, teoretycznie bezsensownie, bo tylko mi się droga dłużyła. Kilometry się ciągnęły, w dodatku też w pewnych momentach mocno pod wiatr. Przejechałem miejscowości nadmorskie, w Rewalu odbiłem w kierunku centrum i wróciłem asfaltową drogą rowerową i później już drogą (ale nie wojewódzką) do Niechorza, obok latarni i ul. Kolejowa i na Dworzec autobusowy. Później już do kwatery. Wycieczka świetna, jednak brakło mi tego głównego celu na koniec drogi – po prostu w Międzywodziu nic szczególnego nie było, jakoś więcej zwiedzania i radości było przy początkowych miejscowościach. Może też brakowało mi trochę dzisiaj słonecznej aury. Mimo tego, nie było źle – jechało się dobrze i nad morzem. Pojeździłem przez te dwa dni dość dużo wzdłuż linii brzegowej, może brakowało mi jakiś dróg rowerowych (o ile jakieś były, to jakoś lepiej ze sobą połączonych, lepiej wykonanych), bo czasami jazda niezbyt szeroką wojewódzką 102 przypominała zwyczajną jazdę.
Po powrocie do kwatery, który nastąpił o 19-stej i jakimś późnym obiadku (w Międzywodziu jakoś nie kusiło mnie by zjeść) wyskoczyłem na rower. Najpierw na lody, przez centrum i kawałek bitumiczną ścieżką, później w kierunku plaży. Tam na molo w Niechorzu i później troszkę jazdy na granicy lądu i morza. Trochę też zdjęć z Zachodem Słońca w tle. Wróciłem do kwatery podładować aparat i znów w kierunku plaży (już z pominięciem zasad ruchu uliczek jednokierunkowych). Na Zachód Słońca, który dziś również ładny i z powrotem do kwatery. Na wieczorną jazdę obrałem standardy okoliczne. Najpierw pojechałem bitumiczną drogą rowerową R-10 do Pogorzelicy, tam troszkę innowacyjności i w kierunku plaży – ul. Słoneczną. Spojrzałem na Morze i z powrotem, asfaltową drogą rowerową (nieco bardziej z wiatrem) i na Dworzec PKS w Niechorzu. Dalej już przez Centrum i z powrotem i na koniec dnia jeszcze pojechałem lubianą drogą rowerową z asfaltu do drogi wojewódzkiej 102. Chwila oddechu w pobliżu ronda i z powrotem, patrząc sobie na światło latarni morskiej w Niechorzu, wróciłem do kwatery.
Pierwsza przejechana setka podczas pobytu nad Morzem Bałtykickim. Sporo pojeździłem.


Rewal

Na drodze dla rowerów w Rewalu

Taras widokowy w Rewalu I

Taras widokowy w Rewalu II

Na tarasie widokowym w Trzęsaczu

Ruiny Kościółka w Trzęsaczu

Przy ruinach Kościółka w Trzęsaczu I

Przy ruinach Kościółka w Trzęsaczu II

Gmina Dziwnów - droga wojewódzka 102 (na tym odcinku szeroka)

Przy symbolicznej latarni morskiej - Dziwnówek

Droga rowerowa w Dziwnówku (na zdjęciu w kierunku Rewala) - odcinek asfaltowy, niestety później w stronę Dziwnowa zamienia się w kostkę

Na chodniku wzdłuż plaży (dla urozmaicenia pojechałem tędy) - gdzieś na trasie Dziwnówek - Międzywodzie

Przejazd przez most zwodzony w Dziwnowie

Szlak rowerowy R-10, wyrzucenie rowerzystów na chodnik. Kompilacja z rowerem u góry.

Międzywodzie - ostatecznie cel dzisiejszej wyprawy, miejscowość, gdzie nic nie ma szczególnego, oprócz tego, że jest nad morzem

Plaża w Międzywodziu - w oddali punkt widokowy (nieodwiedzony)

Na moście zwodzonym

Plaża w Dziwnowie I

Plaża w Dziwnowie II (w tle budowa falochronu)

Plaża w Dziwnowie III

Plaża w Dziwnowie IV

Plaża w Dziwnowie V

Zbieranie muszelek na plaży w Dziwnowie

Powrót w kierunku kwatery - na wojewódzkiej 102

Bitumiczna droga dla rowerów w Rewalu I

Bitumiczna droga dla rowerów w Rewalu II

Późnym popołudniem na molo w Niechorzu

Jazda brzegiem Morza Bałtyckiego - Niechorze

Rower na plaży w Niechorzu w tle późno-popołudniowego Słońca

Zachód Słońca nad morzem


  • DST 86.53km
  • Teren 10.00km
  • Czas 05:49
  • VAVG 14.88km/h
  • VMAX 36.70km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Sprzęt Toskana
  • Aktywność Jazda na rowerze

Niechorze - Pogorzelica - MRZEŻYNO (szlakiem rowerowym przy linii brzegowej)

Środa, 23 lipca 2014 | Komentarze 0

Drugi dzień pobytu nad morzem.
NIECHORZE – POGORZELICA – MRZEŻYNO
Dziś udało się więcej pojeździć, wyruszyć w dalszą trasę. Przed 12-stą wyruszyłem w drogę, bez niczego zaplanowanego. Sęk w tym też tkwił, że mogłem pojechać wzdłuż linii brzegowej, więc tylko w dwóch kierunkach - więc wybrałem jeden z nich, bo w stronę lądu nie było sensu jeździć. Pojechałem w kierunku Pomorza Wschodniego. Najpierw znanym mi już asfaltowym standardem do Pogorzelicy (R-10), a później kawałek między lasem i po płytach betonowych. Tamtą drogą też trochę jechałem, a później odbiłem w lewo w las, za tabliczką „Mrzeżyno”. Nawierzchnia betonowych płyt też mnie pokierowała decyzją odbicia w las. Wylądowałem na pożarówce, nadmorskiej. Nie byłem dokładnie pewien jak tam daleko, jednak postanowiłem jechać i w czasie drogi podjąć decyzję, gdzie dojadę. Przejechałem sporo kilometrów drogą pożarową w lesie. W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, czy nie wracać, ale w końcu jak już jechać to z jakimś celem, więc kręcę dalej kilometry wiedząc, że gdzieś dojadę i coś się uda zobaczyć. Widok, który najbardziej zapamiętam to widok na wydmy z tej drogi. Kawałek dalej postanowiłem sobie na nie wejść jakąś prowadzącą w kierunku morza ścieżką. Tego widoku tym bardziej nie zapomnę. Dojście i zejście niezbyt ciekawe i zachęcające, jednak widok przecudowny. W oddali widok na morze, za rosnącym lasem (nie ciągnęło mnie by iść w tamtym kierunku i być może dobrze, bo chyba tam były tereny wojskowe) i wszystko widziane z dość sporej wysokości. Później już pojechałem dalej w kierunku Mrzeżyna, jadąc lasem trzymając się oznaczeń. Dojechałem do jakiejś drogi zbudowanej z kocich łbów, ale oznaczonej - na niej znak: w którą stronę Pogorzelica, a w którą Mrzeżyno, kawałek dalej punkt widokowy. Nie zastanawiając się wjeżdżam sobie tam. Przepiękny widok na morze, kawałek dalej miejsce odpoczynku dla przejeżdżających tędy rowerzystów, i mimo tego, że tereny "dzikie" było ich dość sporo. Rewelacja! Na miejscu tam poznaję pewnego Turystę, który też jedzie rowerem, razem pojechaliśmy do Mrzeżyna. Postanowiłem dopiąć celu i pojechać do końca tej trasy, w końcu jak już wyjechałem to trzeba było jechać i coś zobaczyć więcej. Do Mrzeżyna (od punktu widokowego) jedziemy już wyznaczonym (bo przeciwpożarówka nie należy do tego szlaku) szlakiem trasy rowerowej Pogorzelica - Mrzeżyna: najpierw kawałek drogą z nawierzchnią niewygodną do jazdy (ale na szczęście po bokach jest ściółka, więc można było trochę zminimalizować trzęsienie roweru) – kocie łby, później kawałek lasem, dalej betonowe płyty, po których nieco lepiej się jedzie i później znów szutrową drogą w lesie i na koniec już do samego Mrzeżyna drogą rowerową z kostki (wbrew pozorom z kostki bardzo wygodnie w porównaniu do kocich łbów na wcześniejszym odcinku), przez most nad rzeką Regą i Mrzeżyno. Niby mała miejscowość, ale ma swój urok, który mnie przyciągnął. Tam się odłączamy i ja jadę w kierunku portu rybackiego i mola. Pełno statków i kutrów w porcie, sporo zwiedzających, wjeżdżam na molo, przepiękna pogoda i ta morska bryza, którą dało się dziś poczuć w powietrzu. Coś cudnego, w dodatku jestem tu na rowerze. Po drodze trochę zdjęć, na chwilę dosłownie odbijam na plażę i powrót znów przez molo. Miejscowość bardzo mi się spodobała. Jeszcze dosłownie kawałek jadę w kierunku Kołobrzegu, bo podobno tam prowadzi ciekawa droga, ale po chwili zawracam odkładając plan na kiedy indziej. Szykuję się do powrotu z Mrzeżyna, ul. Kołobrzeska. Po 14-stej w kierunku kwatery. Planowałem dość szybko dotrzeć, jednak trasa jakby nie patrzeć jest dość daleka (niecałe 20 kilometrów). Kieruję się na drogę rowerową Mrzeżyno – Pogorzelica i pokonuję ją do punktu widokowego identycznie, na chwilę na punkt widokowy i w kierunku Pogorzelicy wzdłuż szlaku, niestety jakieś 3 kilometry ciemiężę się po kocich łbach, a później nieco lepsze płyty betonowe (lepsze, bo na nich nawet 30km/h dało się pojechać). Dojeżdżam do Pogorzelicy i stamtąd już asfaltowym, bitumicznym standardem do Niechorza. Droga bardzo mi się spodobała, oznaczenia też bardzo dobre. Dużą zaletą są 4 miejsca wypoczynku i punkt widokowy, będący atrakcją na tej drodze. Widok nad morze znakomity, z każdego ujęcia inaczej. Dodatkowo w miejscach wypoczynku postawili stojaki rowerowe, mapy i coś dydaktycznego, ławki parkowe, kosze. Porządnie wykonana inwestycja, jedynie nawierzchnia na kilku kilometrach pozostawia wiele do życzenia. Po drodze można też spotkać tabliczki informujące o terenach wojskowych (militarnych). Później już w Niechorzu jadę w kierunku plaży, wjeżdżam na falochron i później trochę odpocząć na Słońcu i zamoczyć nogi w morzu. Po kilkunastu minutach jeszcze w kierunku miasta (na loda) i z powrotem na plażę (niestety musiałem pokonać schody prowadzące na plażę z rowerem). Przed zejściem z plaży jeszcze idę nad brzeg morza. Zaznałem jeszcze trochę jazdy po brzegu Morza Bałtyckiego, później już w kierunku kwatery. Po kawce popołudniowej znów na plażę, tym razem zaliczam dwa falochrony, wyjeżdżając sobie po betonie wgłąb morza. Później trochę jazdy po mieście, także w pobliżu latarni morskiej. Później kawałek bitumiczną ścieżką i w kierunku plaży by zobaczyć Zachód Słońca. Później już w kierunku kwatery. Na sam wieczór (po 22-giej) wyskoczyłem sobie jeszcze trochę pojeździć. Już ubrany w długie spodnie, bo nad morzem wieczorami tylko powyżej 15 stopni C, z muzyką na uszach wyjeżdżam w drogę. Najpierw przez ul. Kolejową w Niechorzu i asfaltową ścieżką dla rowerów w kierunku ronda z drogą wojewódzką 102. Później dosłownie 0,5 kilometra po drodze wojewódzkiej 102 do Lędzina i na następnym rondzie zawracam i znów asfaltową ścieżką do Niechorza. Droga znakomicie wykonana, zachęcająca do jazdy. Później przez Dworzec autobusowy w Niechorzu i bitumiczną ścieżką do Pogorzelicy. Ponad 3 kilometry świetnej, asfaltowej jazdy, później kawałek tamtejszym lasem, gdzie zawracam do drogi, którą jechałem - chciałem podjechać na plażę, ale jakoś tam zejść zbytnio nie było. Jadąc zauważyłem też, że coś mi skrzypi / trzeszczy w rowerze, pewnie od piasku, może do jutra się spokoi. Po 23-ciej już powrót bitumicznym standardem do Niechorza, jeszcze na moment na plażę i powrót przez miasto, z zaliczeniem sklepu po drodze i do kwatery. Świetnie spędzony rowerowo dzień i nad morzem!


Bitumiczna droga rowerowa: Niechorze - Pogorzelica (szlak R-10)

Na szutrowej drodze w kierunku Mrzeżyna

Szutrówka w kierunku Mrzeżyna - na nadmorskiej przeciwpożarówce

Widok na Morze Bałtyckie zza lasu z klifu - piękny widok

Na drodze rowerowej - Toskana przy oznaczeniach na drodze rowerowej Pogorzelica - Mrzeżyno

Z Toskaną na punkcie widokowym I

Tablice przy stacjach postojowych na trasie Pogorzelica - Mrzeżyno

Z Toskaną na punkcie widokowym II

Z Toskaną na punkcie widokowym III

Z widokiem na port w Mrzeżynie

Rower na tle portu w Mrzeżynie

Na molo w Mrzeżynie

Na molo w Mrzeżynie II

Na molo w Mrzeżynie III

Plaża w Mrzeżynie

Przy 'Czerwonym Szkwale' w Mrzeżynie

Odcinek z kostki na drodze rowerowej między Mrzeżynem a Pogorzelicą

Rower na punkcie postojowym I

Rower na punkcie postojowym II

Teren wojskowy - na tym odcinku droga rowerowa nakazuje skręt w prawo w drogę szutrową


Na molo w Niechorzu

Jazda po brzegu Morza Bałtyckiego

Z latarnią morską w Niechorzu w tle

Widok z klifu w Niechorzu w okolicy latarni morskiej

'Niechorze' i latarnia morska

Zachód Słońca nad morzem I

Zachód Słońca nad morzem II


  • DST 26.20km
  • Teren 1.00km
  • Czas 01:53
  • VAVG 13.91km/h
  • VMAX 40.76km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Sprzęt Toskana
  • Aktywność Jazda na rowerze

Spełnienie marzeń - Jazda na rowerze nad Morzem Bałtyckim. Niechorze.

Wtorek, 22 lipca 2014 | Komentarze 0

Pierwszy dzień nad morzem. Spełnienie marzeń!
Dziś spełniło się moje marzenie – jeżdżenia na rowerze nad morzem. Miejscowość, w której się zakwaterowałem to Niechorze. Po złożeniu roweru wyskoczyłem pojeździć. Nie było zbyt wiele czasu na jazdę, ale skorzystałem tyle, ile się udało nawet w ten pierwszy dzień pobytu tutaj. Priorytetowym celem było pojechać na plażę i zobaczyć Morze, być tu na rowerze. Coś wspaniałego. Udało się przejechać rowerem na granicy lądu i morza. Uwieczniłem to wszystko na kilku zdjęciach. Później trochę jeżdżenia w celu rozeznania się nad okolicą i okolicznymi miejscami do jazdy na rowerze. Najpierw pojechałem w kierunku latarni morskiej w Niechorzu, później w kierunku drogi wojewódzkiej 102. Okazało się, że z miejscowości Niechorze prowadzi do ronda z tą właśnie drogą znakomita asfaltowa droga rowerowa. Zachęcająca ogromnie do jazdy, do tego ten asfalt taki specjalny dla rowerów. Objechałem rondo i z powrotem, to już po Zachodzie Słońca. Później jeszcze raz pod latarnię morską, z tym, że teraz wjechałem na klif i rzut okna wybrzeże i po zmroku jeszcze kilka przyjemnych kilometrów. Pojechałem w kierunku Pogorzelicy piękną drogą rowerową o bitumicznej nawierzchni. Aż nie chciało się zawracać, stąd też dojechałem właśnie do Pogorzelicy. Później jeszcze troszkę dalej i powrót znakomitą asfaltową drogą. Jeździ się jak po stole, w dodatku przyjemne otoczenie lasów, nadmorskie powietrze, a obok mnie kolej wąskotorowa. Na odcinku od Pogorzelicy do Niechorza – coś rewelacyjnego i do tego bardzo blisko od kwatery. Powrót już po zmroku ze światłami i znakomitym nastrojem do jazdy. Przed powrotem do kwatery na chwilę zobaczyć morze i powrót przed 23-cią. Pojeździłem i wykorzystałem ten pierwszy dzień pobytu. Najważniejsze: spełniłem dzisiaj swoje marzenie. Wspomnienia z tego dnia pozostaną na długo w pamięci.
Od jutra jeżdżenie po okolicach, zobaczymy jakie szlaki i ścieżki rowerowe uda się poznać i jakie miejsca odwiedzić.
Dzisiaj też dodatkowo trochę porozglądałem się za infrastrukturą rowerową w Polsce, w miejscowościach przez które przejeżdżałem.


Spełnienie marzeń - na rowerze nad morzem I

Spełnienie marzeń - na rowerze nad morzem II

Spełnienie marzeń - na rowerze nad morzem III

Toskana na plaży


  • DST 101.54km
  • Teren 5.00km
  • Sprzęt Toskana
  • Aktywność Jazda na rowerze

Park Lisiniec. SIEDLEC DUŻY przez Konopiska, 908, Starczę, Rudnik Wielki / Łysiec - Nieradę

Poniedziałek, 21 lipca 2014 | Komentarze 1

Najpierw w kierunku Dworca PKP, a później Park Lisiniec.
Po namysłach wyruszyłem gdzieś dalej, odwiedzić Koleżankę. Pojechałem przez Kawodrzę, Dźbów, Konopiska, Pająk, Rększowice, Hutki, Starcza, Rudnik Mały, Rudnik Wielki, Własna, Kolonia Klepaczka, Zawada, DK-1 i Romanów.
Z Koleżanką w kierunku Siedlca Dużego przez Rudnik Wielki i przez las.
Później do Siedlca Małego i stamtąd się odłączam. Wracam do domu przez DK-1, Romanów, Rudnik Wielki, Rudnik Mały, Starczę, Łysiec, Nieradę, Sobuczynę, Brzeziny i Częstochowa. Po drodze jeszcze do Koleżanki na Sabinów i ul. Sabinowską do domu. Bardzo przyjemnie się wracało.
Na sam wieczór w kierunku Centrum, do Parku Jasnogórskiego i pod Telepizzę. Powrót przez M. Cassino z pizzą.
Po powrocie jeszcze po ścieżkach na Jagiellońskiej - do setki brakowało niezwykle mało. Udany dzień.




  • DST 83.24km
  • Czas 04:02
  • VAVG 20.64km/h
  • VMAX 58.66km/h
  • Temperatura 0.0°C
  • Sprzęt Toskana
  • Aktywność Jazda na rowerze

Niedzielna jazda po Orbicie. Poczesna - PORAJ - Biskupice - Olsztyn - Brzyszów - Srocko

Niedziela, 20 lipca 2014 | Komentarze 0

Po trasie Orbity, z której zjechałem przed godziną 4. nad ranem, po powrocie do domu, dwie godziny później i śnie pojechałem na rower. Odczuwałem wczorajszą jazdę, jednak siły do kręcenia były.
Najpierw pojechałem ul. Jagiellońską do Makro. Powrót tą samą drogą, przez wiadukt i po asfaltowej ścieżce. W międzyczasie z nudów zrobiłem zdjęcie. Jeszcze Jagiellońską do skrzyżowania ze światłami i ul. Sabinowską do Biedronki - wpadłem na dosłownie małe zakupy i powrót ul. Sabinowską, Jagiellońską w kierunku domu. Kurs nawet bez sakw, oczywiście po skręceniu roweru po wczorajszym transporcie ze Szczercowa.
Później nieco dalsza jazda. Tu dała się we znaki jazda z wczoraj, a także przemęczenie z powodu upału. Nie było opcji i musiałem odbić po drodze kupić wodę. Czułem też się niewyspany, ale kręciłem, z dużo mniejszą średnią niż wczoraj, w dodatku jak na złość trochę jazdy pod wiatr. Pojechałem do Poraja by spotkać się z Koleżanką. Trasa standardowa: Jagiellońska - Boh. Monte Cassino - Korczaka - Sobieskiego - Al. Wolności - Al. Niepodległości - Jagiellońska - DK1 - Brzozowa - Al. 11 Listopada - Zesłańców Sybiru - Bohaterów Katynia - DK1 - Fabryczna - ... i wreszcie wyjazd z miasta - Słowik, przejazd - Słowik, Spacerowa - Korwinów, Stacyjna - Zawodzie, Długa - Zawodzie, Cmentarna - Poczesna Górnicza - Kolonia Borek - Osiny - Poraj, ul. Zielona - Poraj, Prażaki - Poraj - Jastrząb - odbijam w kierunku ośrodku sportów wodnych i rekreacji i przez falochron docieram do plaży po drugiej stronie zbiornika. Chciałem sobie umilić trochę jazdę, jadąc przy wodzie. Później dosłownie kawałek wałem i spotkanie z Koleżanką. Bardzo miłe, późno - popołudniowe spotkanie.
Powrót o 21-wszej z Poraja w kierunku Częstochowy. Godzina nie była na tyle późna, by nie pojechać nieco urozmaiconą trasą. Siły też były i uwielbiana aura, więc trzeba było jechać. Najpierw falochronem obok Zbiornika w Poraju - Jastrząb - Poraj - Poraj, przejazd - Choroń - Biskupice - Olsztyn, Sokole Góry - Olsztyn, rynek - (Olsztyn, zamek) - Olsztyn - Kusięta - Brzyszów - Srocko - Legionów, las - Legionów, Berger - Legionów, Koksownia - Legionów - Faradaya - Mirowska - Pl. Daszyńskiego - I Aleja - II Aleja - Pl. Biegańskiego - Kilińskiego - Al. Jana Pawła II - Popiełuszki - Pułaskiego - Boh. Monte Cassino - Jagiellońska - DK1 - Raków i KFC. Powrót przez Al. 11 Listopada, ul. Orkana i ul. Jagiellońską do domu - dokładnie na północ.
Co do drogi - wybrałem lubiany wariant, początkowo planowałem dojechać do Olsztyna przez Choroń i Biskupice. Do momentu Biskupic sporo pod górkę, ale spokojnie dałem radę. Jednak ta jazda ma jakiś swój cel, później dużo lżej. Zjazd z górki z Biskupic z dobrą maksymalną prędkością: 58,66km/h. Na asfaltowej drodze między Choroniem a Biskupicami nieco odetchnąłem i poczułem ten lubiany klimat bycia wysoko nad poziomem morza, te światła w oddali. Dobrze się jechało. Dodatkową atrakcją był przejazd przez Olsztyn i zobaczenie oświetlonego Zamku w Olsztynie. Wiele razy widziałem oświetlony Zamek, jednak chciałem dziś zobaczyć, poczuć tę atmosferę, choć nie było zamiaru podchodzić pod Wzgórze Zamkowe. Później jeszcze udało się wydłużyć o Srocko i uwielbiany wjazd do Częstochowy od strony Huty i asfaltowych ścieżek - te drogi rowerowe przyciągają. Na koniec jeszcze trochę jazdy po mieście, już asfaltami. Wyjeździłem się...;)

W ciągu dnia trochę przeżywałem Orbitę, zastanawiałem się jak inni sobie poradzili, jak sobie radzą, czy jadą. Cieszę się, że wziąłem udział w tym wydarzeniu.




Kilometry z jazdy po Orbicie (cała niedziela, bez uwzględniania kilometrów z Orbity)


  • DST 127.81km
  • Czas 04:56
  • VAVG 25.91km/h
  • VMAX 52.15km/h
  • Sprzęt Toskana
  • Aktywność Jazda na rowerze

Orbita 2014

Niedziela, 20 lipca 2014 | Komentarze 2

Decathlon Orbita 2014
W nocy z 19 na 20 lipca 2014 wziąłem udział w tegorocznej „Decathlon Orbicie”.
Głęboko i do ostatnich chwil rozważałem swój udział w tegorocznej orbicie. Koniec końców postanowiłem spróbować swoich sił, jednak na szczególne rekordy się nie nastawiałem. W dzień trasy orbity jeszcze zastanawiałem się czy próbować jechać, czy tylko odprowadzić grupę w okolice Krzepic, jednak padło na to by jechać. Najbardziej bałem się odpaść gdzieś na trasie w środku nocy, jednak starałem się odrzucić taki bieg wydarzeń i wiedziałem, że nawet gdyby to jakoś wybrnę. Przed startem kontaktowałem się z kilkoma osobami, które mają zamiar wziąć udział – między innymi z Marlotnikiem, z którym obiecaliśmy się razem trzymać w czasie drogi. Podczas mojej jazdy w Parku Lisiniec spotkałem także Markona, który zmotywował mnie do jazdy, że „muszę jechać”. Pytając o to z jaką prędkością się poruszają, usłyszałem, że nawet powyżej 24km/h, bo „w nocy w grupie się jedzie raźniej”. Wiedziałem, że coś musi w tym być i zapewne mi się spodoba. Orbita była dla mnie czymś trochę niewyobrażalnym, trochę szalonym. W końcu pokonywać dystanse 500 kilometrów w ciągu jednego dnia to coś odjazdowego.Najważniejsze jednak jest dla mnie to, że postanowiłem spróbować i wystartowałem w tegorocznej Orbicie.

Przed 22-gą dojechałem na zbiórkę pod Energetykiem przy Al. Armii Krajowej. Spotkałem tam grupę Kolarzy szykujących się do trasy. Całkiem spora grupka uczestników, bo ponad 50 rowerzystów (i rowerzystek). Niesamowita atmosfera tego wszystkiego wywierała we mnie ciekawość: „jak będzie”. Chwilę przed czasem udało się załapać na numerek startowy „53” i wraz z Marlotnikiem wyruszyliśmy. Dzięki, że dotrzymywałeś mi towarzystwa! Najpierw przez wzdłuż tramwaju, później przez Kiedrzyn i przez Białą, Kamyk do Kłobucka.
Znaczna różnica pojawiła się gdy wjechaliśmy na drogę krajową 43 od Kłobucka. Jechaliśmy na niektórych odcinkach poboczem. Jedyne, co to w nocy mniej można zobaczyć, ale pozytyw z tego taki, że można było się skupić tylko na jeździe. Były momenty, że lekko opadałem z sił, jednak motywacja do jazdy się pojawiała. Jednocześnie mi się podobało i świetnie jechało w grupie uczestników Orbity. Światełka w nocy i pokonywany dystans robiły wrażenie. Do tego też ciepły wieczór, jazda w krótkich spodenkach i bluzie, ten letni wiatr i lekki przyjemny chłodzik, warunki do jazdy bardzo dobre. Pojawiła się też świadomość, że jadę co raz dalej od domu, zupełnie nowymi trasami. Podobała mi się jazda.
Do momentu Wielunia (do godziny 1:35) jechaliśmy zgodnie z zaplanowanym na tej orbicie rozkładem jazdy. Przystanki w Kłobucku, Krzepicach i Praszce dosłownie na kilka chwil.
Do momentu Wielunia dojechałem ze średnią powyżej 27km/h, co jak na tak spory dystans było dla mnie sporym zaskoczeniem. W czasie jazdy pojawiła się pewna presja jazdy, ale to dzięki temu udało się dojechać tak szybko. Pokonałem własne możliwości. Wieluń – już daleko od Częstochowy, tak więc ruszam w dalszą trasę.
Jedziemy drogą krajową 8 z Wielunia w kierunku Piotrkowa Trybunalskiego. Na początku trzymałem się, mimo, że zmęczenie już zaczynało dawać o sobie znak. Co raz to późniejsze godziny nocne. Jednocześnie mi się podobała ta jazda. Jechaliśmy poboczem momentami we dwójkę koło siebie. Udało się zamienić kilka słów z Organizatorem przejazdu – Krzarą. Pamiętam, że pytałeś mnie o przejazd, spytałeś o ewentualny plan awaryjny, powiedziałeś o zanikających poboczach na tej drodze. Jadę w grupie kilku osób. Kilka kilometrów za Wieluniem poczułem lekki kryzys. Opadłem z sił i wypadałem z peletonu, z którym trzymałem się od Wielunia. Zostaliśmy z Markiem i kręciliśmy dalej, wiedząc, że łatwo do Piotrkowa dotrzeć nie będzie. Wraz z Marlotnikiem doczołgaliśmy się kilka kilometrów do stacji benzynowej przy trasie, gdzie zrobiliśmy przystanek. Odsapnęliśmy i ruszamy dalej w trasę chcąc dojechać kilkanaście kilometrów do Szczercowa, gdzie czeka na nas nocny posiłek, chociaż by odhaczyć ten punkt trasy. Jedziemy dalej dk8 po poboczu głównie przez lasy w kompletnym zmroku. Ten odcinek już nieco wolniej, jednak nie obniżyło to jakoś znacząco średniej. W międzyczasie rozmyślałem, jak wrócimy. Miałem też lekki niedosyt do siebie, że tak szybko się wycofuję, jednak naprawdę nie było sił do jazdy, a kompletnie zmęczony nie chciałem tak jechać. Drugie zrobiła też bardzo szybka prędkość.
Do Szczercowa dotarliśmy po godzinie 3-ciej. Stojąc na postoju zostaliśmy poczęstowani naleśnikami i kawą w ramach nocnego posiłku. Panowie z wozu serwisowego dostarczyli nam też potrzebną wodę. Teraz już na spokojnie, bo wiedziałem, że dalej nie jedziemy. Po paru chwilach okazało się, że dojechała do nas grupka osób, która przez pewien moment orbity się z nami trzymała. Oni też postanowili się tu wycofać, zapamiętam słowa Markona, który powiedział: „że trzeba będzie skrócić dystans i nie damy rady do Włoszczowej dojechać”. To było dla mnie utwierdzenie się, że w tym przejeździe na tyle wystarczy. Byli też tacy, co jechali dalej i tacy, którzy już odhaczyli nocny posiłek dużo wcześniej.
Poczekaliśmy w Szczercowie wspólnie na transport. W międzyczasie się rozjaśniło.

Do Kłobucka dojechaliśmy przez DW483 i DW491 (do Kamyka), DK43 od Kłobucka przed Krzepice do Rudniki. Od Rudników do Praszki DK42. Z kolei od Praszki do Wielunia DK45. Od Wielunia do Szczercowa DK8.
Trasa, którą przejechałem wraz z innymi na Orbicie wyglądała tak:
Częstochowa – Biała – Kamyk – Kłobuck – Waleńczów – Opatów – Krzepice – Zajączki Drugie – Julianpol – Jaworzno – Rudniki – Praszka – Wieluń – Osjaków – Szczerców.
Nie wymieniłem wszystkich miejscowości przez które przejeżdżaliśmy.
Przejechaliśmy przez województwa: śląskie, opolskie, łódzkie.
Przejechaliśmy przez gminy: Kamyk, Kłobuck, Opatów, Rudniki, Praszka, Wieluń, Osjaków, Szczerców.
Właściwa Orbita zaczęła się od Praszki. Udało się przejechać ~63km po łuku orbity.

Rezultat, który osiągnąłem w czasie przejazdu Orbity nie jest dla mnie ani sukcesem, ani porażką. Nie zrobiłem niczego wielkiego, ale też nie odpadłem od razu, na pewno pokonałem swoje możliwości jeżeli chodzi o tempo jazdy na długich dystansach. Najbardziej liczy się dla mnie to, że spróbowałem i wziąłem udział w tym wszystkim. Nie chciało mi się kręcić dalej, bo odczuwałem zmęczenie, nie chciałem tego robić na siłę, nie wiedząc, co może się przytrafić po drodze. Jazda w nocy choć motywująca mnie też zrobiła swoje, szczególnie w późniejszych godzinach, gdy organizm po tylu kilometrach już wyczerpany.
Dla mnie dużym sukcesem jest również fakt tego, że 126 kilometrów wykręciłem ze średnią oscylującą w pobliżu wartości 26-27km/h. To dla mnie coś niebywałego! Także trzeba podkreślić, że cały dystans został pokonany w warunkach nocnych, ze świetną Ekipą. W grupie się jedzie dobrze. Tej Orbity – tego przejazdu na długo nie zapomnę!
Cieszę się też, że wystartowałem w Częstochowie, ze wszystkimi, poczułem atmosferę tego wszystkiego. To właśnie na odcinku od Częstochowy do Szczercowa jechało najwięcej osób. Rozważałem też swój start ze Szczekocin, bądź Zawiercia, jednak wycofałem się z tych opcji.
Jeśli chodzi o to, że wyjazd był wcześniej o 22-giej – to bardzo to pomogło we wszystkim. Organizm też inaczej funkcjonuje i oczekiwanie na przejazd się zmniejszyło. Innym jest to, że wolę liczyć kilometry od północy do północy.
Dodatkowo też dzień przed i także w dzień po Orbicie też wykręciłem swoje kilometry, a o tym, że czy wezmę udział i pojadę zastanawiałem się do ostatniej chwili. To też zrobiło swoje. Inaczej by było gdybym od kilku tygodni wiedział, że chcę tu przejechać „jak najwięcej”. Mogłem przejechać więcej, jednak nie stawiałem sobie żadnych ogromnych celów: i tak udało się dużo. Jedna czwarta dystansu orbity przejechana! Ze swojego udziału jestem bardzo zadowolony. Gratuluję również innym!
Co do dystansu życiowego – nie udało się go przebić. Pomimo tego, że wielu uczestników Orbity przebiło swoje życiówki, nie stawiałem sobie tego wyzwania, uznałem, że jak się uda to będzie dobrze, ale po prostu jadę. Gdybym chciał dużo więcej bym wykręcił w dzień „po orbicie”, gdy jeszcze ona trwała, jednak pojawiły się odmienne plany, choć też jazda.
Od godz. 22-giej 19.07.2014 do godz. 22-giej 20.07.2014 wykręciłem ~180km. Wpis ten zawiera dystans i przeżycia wyłączenie z Decathlon Orbity 2014.

Gratuluję wszystkim swoich osiągnięć, przejechanych kilometrów i przeżyć z trasy, które na pewno w każdym z uczestników tegorocznej orbity na długo pozostaną!
Krzara – wielkie podziękowania za organizację Orbity i motywację w robieniu tego wszystkiego.
Dziękuję również wszystkim za towarzystwo, a szczególnie tym, z którymi wykręciłem choć kilka kilometrów na Orbicie!



Na krajowej "8" podczas przejazdu Orbity 2014





  • DST 44.77km
  • Czas 02:20
  • VAVG 19.19km/h
  • Sprzęt Toskana
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bałtyk i Park Lisiniec w upale.

Sobota, 19 lipca 2014 | Komentarze 0

Powrót do domu: kontynuacja kursu: Siedlec Duży - Częstochowa. Tuż po północy wróciłem sobie taką trasą: Zdrowa, Malownicza, Sabinowska, Piastowska, Monte Cassino i Jagiellońska. Już pod koniec lekkie zmęczenie.

7,08km - powrót nocny
37,69km - Kilometry z 19.07.2014 (do 22:00, łącznie z dojazdem na Decathlon Orbita)







  • DST 66.63km
  • Teren 2.50km
  • Sprzęt Dema Iseo
  • Aktywność Jazda na rowerze

Po mieście. Siedlec Duży przez 908 i Starczę. Powrót przez Łysiec, Nieradę.

Piątek, 18 lipca 2014 | Komentarze 0

Kilka kilometrów po mieście. Niby zaplanowałem sobie trasę przez tereny blisko Olsztyna, jednak nie było motywacji by jechać, w dodatku nastąpiła weryfikacja planów i padło na coś innego. Najpierw jednak po mieście, przez Monte Cassino docieram do Centrum, zakupienie jakiejś żywności i później z dworca PKP przez Al. Niepodległości na Raków do KFC. Miałem jechać, jednak postanowiłem wrócić do domu i tam postanowić, co dalej.. powrót przez Al. 11 Listopada, Orkana i Jagiellońską. Tuż przez przyjazdem zaczęło lekko kropić. Kurs na Toskanie (12,59km).
Później jednak rozpogodziło się. Przed 18-stą zaczynam przygotowywać się do wyjazdu. Padło na Siedlec Duży i odwiedzenie Koleżanki, a później jakiś z Nią wyjazd. Odmiennie, bo pojechałem na Demie. Trzeba przestawić wszystkie potrzebne rzeczy i światła do tego roweru, wyczyściłem też dodatkowo przerzutkę z większego brudu, naoliwiłem łańcuch. Po 18-stej wyruszam w drogę: padło na nieco okrężny, ale dawno nie jeżdżony wariant: Sabinowska - Dźbowska - Powstańców Warszawy - Dźbów (gdzie trwają prace nad budową ronda) - Gościnna - (strefa podmiejska) Wygoda - Wąsosz - Łaziec - Rększowice - Hutki - Starcza. Zjeżdżam z wojewódzkiej 908 w lewo i przez miejscowość Starcza docieram do Rudnika Małego, a stamtąd już do Rudnika Wielkiego. Później już skręt w ul. Gajową, kawałek asfaltem i przez las docieram do Siedlca Małego. Stamtąd już asfaltowo - Siedlec Duży, ul. Jana Pawła II.
W pewnych momentach bardzo monotonna jazda, taka bardzo spokojna - czas też płynął jakby powolnie. W kilku miejscach się zatrzymałem na chwilę. Jakoś tak bez większej werwy. Inną kwestią było też to, że jechałem na Demie. Rzadko wybieram ten rower na dalsze drogi. Nie jechało się świetnie i w pewnych momentach żałowałem.. przede wszystkim brakowało mi podręcznego etui na jakieś potrzebne rzeczy (przy większych prędkościach po prostu aparat i komórka latały mi po kieszeniach krótkich spodni), hamulce (też do wymiany w najbliższym czasie), widełki też nie są już takie jak kiedyś, do tego jedna tylna sakwa, która po prostu ma oberwane mocowanie. Najgorzej w lesie, gdzie nierówno. Jeszcze jedną kwestią jest to, że w Toskanie są lepsze opony, mniejsze prawdopodobieństwo złapania gumy. Dałem radę, ale jakoś świetnie nie było.
Powrót przed 23-cią z Siedlca Dużego. Pojechałem przez Siedlec Mały, a później 3-kilometrowy odcinek DK-1 do Rudnika Wielkiego. Ciężko nazwać to przyjemnością z jazdy. Chciałem ominąć las. Fakt pędzących samochodów i tirów dawał się odczuć znacząco, do tego noc: niby oświetlony znakomicie, jednak wiadomo jak jest... Nie polecam nikomu tej trasy, tylko z przymusu większego lub mniejszego tam pojechałem możliwie jak najbliżej prawej strony awaryjnego pasa. Później już przyjemność z jazdy, powrót w późnych godzinach wieczornych: Rudnik Wielki - Własna - Starcza - Klepaczka - Łysiec - Nierada - Sobuczyna - Brzeziny - Częstochowa, Żyzna i Częstochowa, ul. Zdrowa. Tam dobija północ, nie udało się wyrobić przed północą, ale tak też zakładałem. Dużo mgieł na drodze, ale dobrze się jedzie, bo ruch praktycznie znikomy, oświetlenie też mam na tyle dobre, że ciemności w lasach nie sprawiały problemu. Powrót na Demie w nieco lepszym wykonaniu, jednak komfort jazdy nie ten sam. Nie da się też osiągnąć znacznych szybkości, ale średnia na powrocie powyżej 20km/h. Kontynuacja po północy.

Rększowice

Starcza - Rudnik Mały


  • DST 86.34km
  • Czas 04:46
  • VAVG 18.11km/h
  • VMAX 35.42km/h
  • Sprzęt Toskana
  • Aktywność Jazda na rowerze

Miasto. Wieczornie: Górny Ostrówek, Lipówki. Olsztyn - Srocko - Berger - Częstochowa

Czwartek, 17 lipca 2014 | Komentarze 0

Popołudniu przez wiadukt na Monte Cassino pojechałem do serwisu - wymienić błotniki. Dodatkowo wyposażyłem rower w tylne światło pod bagażnik z kilkoma funkcjami świecenia. Na drogach w lasach, bądź krajówkach po zmroku bardzo się przyda. Po założeniu błotników jeszcze na chwilę na dworzec PKP kupić coś do jedzenia i powrót do domu przez ul. Sobieskiego, Korczaka i M. Cassino.
Po 15-stej w kierunku Północy załatwić pewną sprawę w M1. Dojechałem tam przez Monte Cassino, Centrum i wzdłuż tramwaju. W Centrum skręcam w Focha z ul. Śląskiej by nie stać w korku, a później z Al. Kościuszki w Al. Jana Pawła II i Kilińskiego, dalej Dekabrystów i Armii Krajowej do Promenady Niemena i dalej już Kisielewskiego do M1. Przy okazji zauważyłem, że w Alei Armii Krajowej po stronie Politechniki pojawiły się znaki ciągów pieszo-rowerowych... Kupiłem sobie nową baterię do tylnej lampki w kasku. Później powrót z M1 przez Al. Wyzwolenia, Korytarz Północny i Lasek Aniołowski. Chciałem tak urozmaicić swoją drogę będąc już tu na Północy. Kilka przerw.. i jechało się tak ciężko jakoś. Zero chcianej werwy.. W Lasku Aniołowskim trochę lubianej jazdy, choć to nie cieszyło tak jak trzeba. Później już powrót przez Promenadę Niemena, Armii Krajowej, PCK, Kilińskiego, Dąbrowskiego, Nowowiejskiego, Monte Cassino i Jagiellońska. Powrót już ciągiem rowerowym na Stradomiu.
Pod wieczór nie mogłem się zebrać by gdzieś wyjechać. Padło koniec końców na bliższe tereny, ale podmiejskie - te lubiane asfaltowe drogi. Myślałem, gdzie pojechać, chciałem też zdążyć na jazdę jeszcze ze Słońcem, ale tej było znacznie za mało. Jednak cóż się spodziewać, wyjeżdżając po 19:30. Najpierw przez Jagiellońską, C.H. Jagiellończycy, wzdłuż DK-1, Bugajska, Kręciwilk i krajówką do rowerostrady. Miałem szczęście bo praktycznie bez ruchu - zamknięty przejazd. Na rowerostradzie wolnym tempem z przystankiem na zdjęcie. Później już krajową 46, skręcam w prawo na Skrajnicę i w kierunku Górnego Ostrówka. Na górze wreszcie chwila oddechu.. jakoś tak brak werwy do jazdy, od niechcenia. Z Górnego Ostrówka zjazd i bocznymi uliczkami w Olsztynie docieram do Biakła. Tam by nie popaść w nudę wchodzę na Lipówki, wjeżdżam czy w pewnych momentach wprowadzam rower. Kilka zdjęć, trochę oddechu i zapadający zmrok. Chciałem też nabrać werwy do rowerowania. Zjazd.. i o 21:40 z przystanku "Olsztyn - św. Puszczy" powrót do Częstochowy. Jakoś tak trochę bardziej zachciało się jeździć, ale w drodze pojawiły się słabe oznaki bólu głowy. Jakieś wycieńczenie, jednak spokojnie daję radę jechać. Olsztyn, św. Puszczy - Olsztyn, rynek - Kusięta - Brzyszów - Srocko - Brzyszowska - Częstochowa, Berger - Koksownia - Legionów - Faradaya - Mirowska - Pl. Daszyńskiego - I Aleja - II Aleja - Pl. Biegańskiego.
Później już przez II Aleję, Al. Wolności, Sobieskiego do Tesco. I dalej przez: Pułaskiego, 1 Maja, Al. Niepodległości i DK-1 w kierunku KFC. Powrót do domu: Zesłańców Sybiru - Al. 11 Listopada - Jesienna - Grzybowska - Bór - Jagiellońska i Stradom. Później jeszcze do Kościelnej.. jest różnica między asfaltem położonym na ścieżce, a asfaltem na jezdni.. niestety. Później jeszcze przed samym powrotem do domu jeszcze trochę ścieżką asfaltową na M. Cassino, bo lubiana nuta w radiu. Powrót do domu tuż przed północą.

Korytarz Północny