Fb: Rowerowa strona Mateusza Ordy

Rok 2021 button stats bikestats.pl

WYCIECZKI 2021
42. 01.11 Nowa Brzeźnica - Kleszczów - Wola Wiewiecka S
41. 03.10 Warszawa
40. 02.10 Opole - Brzeg
39. 27.09 Kędzierzyn-Koźle - Racibórz
38. 25.09 Kluczbork - Opole
37. 08.09 Częstochowa - Zawiercie
36. 22.08 Gliwice - Góra św. Anny - Częstochowa
35. 14.08 Łeba - Koszalin
34. 12.08 Kamień Pomorski - Szczecin
33. 09.08 Niechorze - Gryfice - Płoty - Resko - Niechorze
32. 07.08 Niechorze - Koszalin
31. 05.08 Niechorze - Świnoujście
30. 04.08 Szczecin - Siekierki (most) - Godków
29. 02.08 Niechorze - Mielno - Kołobrzeg
28. 25.07 Częstochowa - Kłobuck - Poraj - Rudniki - Częstochowa
27. 22.07 Nysa - Opole - Częstochowa
26. 21.07 Paczków - Kłodzko - Nysa
25. 19.07 Kluczbork - Częstochowa
24. 16.07 Dobryszyce - Kleszczów - Częstochowa
23. 15.07 Dąbrowa Górnicza - Sosnowiec - Dąbrowa Górnicza
22. 13.07 Częstochowa - Ostrów Wielkopolski
21. 11.07 Zawiercie - Koniecpol
20. 10.07 Częstochowa - Kielce
19. 06.07 Częstochowa - Łódź
18. 04.07 Dąbrowa Górnicza - Kraków
17. 02.07 Częstochowa - Chałupki
16. 30.06 Częstochowa - Mzurów - Trzebniów - Częstochowa S
15. 28.06 Częstochowa - Przedbórz - Radomsko S
14. 21.06 Piotrków Trybunalski - Kleszczów - Radomsko
13. 20.06 Częstochowa - Irządze - Lelów - Częstochowa S
12. 19.06 Częstochowa - Opole
11. 17.06 Zawiercie - Giebło - Częstochowa S
10. 15.06 Częstochowa - Piotrków Trybunalski
9. 09.06 Częstochowa - Katowice
8. 06.06 Lubliniec - Olesno - Praszka - Częstochowa
7. 05.06 Tarnowskie Góry - Toszek - Herby
6. 31.05 Wrocław
5. 30.05 Wrocław - Brzeg
4. 29.05 Zielona Góra - Wrocław
3. 15.05 Częstochowa - Przyrów - Częstochowa
2. 09.05 Zawiercie - Częstochowa
1. 01.05 Częstochowa - Żłobnica - Kleszczów - Wola Wiewiecka


Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi matiz17 z miasta Częstochowa. Mam przejechane 251574.91 kilometrów. Jeżdżę z prędkością średnią 19.38 km/h.
Jeżdżę, bo lubię, sprawia mi to przyjemność. Na drugim miejscu jest: statystyka, czego dowodem jest brak wiedzy o przekroczonych barierach rowerowych typu 10.000km w danym roku, czy brak wiedzy o ilości gmin, przez które przejechałem (na razie). W 2013 roku zacząłem jeździć poza granicami miasta. Z czasem wyprawy stawały się co raz dalsze i niekiedy kilkudniowe. W 2015 roku zmieniłem podstawowy rower na Meridę przystosowaną głównie (ale nie tylko) do asfaltowych tras. Jeżdżę dalej i w 2017 roku z pewnością odwiedzę wiele nowych miejsc, a także powrócę do tych już znanych. W większości jeżdżę sam, ale niejednokrotnie wyjeżdżałem na większe trasy ze Znajomymi, a czasem nawet w większej grupie. Rower jest przede wszystkim dla mnie najlepszą formą transportu. Przez cały rok, w każdych warunkach pokonuje spore ilości kilometrów. Oprócz tego jest najlepszym sposobem na spędzanie wolnego czasu, a także dbanie o zdrowy tryb życia. Więcej o mnie.


Rok 2025 button stats bikestats.pl
Rok 2024 button stats bikestats.pl
Rok 2023 button stats bikestats.pl
Rok 2022 button stats bikestats.pl Rok 2021 button stats bikestats.pl Rok 2020 button stats bikestats.pl Rok 2019 button stats bikestats.pl Rok 2018 button stats bikestats.pl Sezon 2017 button stats bikestats.pl Sezon 2016 button stats bikestats.pl Sezon 2015 button stats bikestats.pl Sezon 2014 button stats bikestats.pl Sezon 2013 button stats bikestats.pl

REKORDY ROWEROWE

Max. dystans dzienny:
brak

Max. dystans roczny:
2016

Max. dystans miesięczny:
lipiec 2015

Max. prędkość na rowerze:
brak

Min. 300km na dzień:
2 razy

Min. 200km na dzień:
brak

Min. 150km na dzień:
brak

Min. 100km na dzień:
brak

Największy dystans solo:
brak

Najdłuższa czasowo jazda:
brak

Max. temperatura w czasie jazdy:
brak

Min. temperatura w czasie jazdy:
brak

Województwa odwiedzone na rowerze:
śląskie, małopolskie, łódzkie, opolskie, świętokrzyskie, zachodniopomorskie, dolnośląskie, wielkopolskie, pomorskie

Kraje odwiedzone na rowerze:
Polska, Niemcy



MOJE WYCIECZKI

-----Sezon 2020-----
1. Częstochowa - Kleszczów - Wola Wiewiecka


Wycieczki 2018 (min. 100km)
53. Częstochowa - Łódź GC
19. Piotrków Tryb. - Łódź - Częstochowa GC

Wycieczki 2017
20. 11.06 Wieluń
19. 09.06 Krzepice
18. 04.06 Tarnowskie Góry - Częstochowa przez Kielczę, Tworóg
17. 03.06 Tarnowskie Góry - Częstochowa (Chechło-Nakło, Zielona)
16. 02.06 Północne rubieże
15. 01.06 Zamek Bobolice
14. 28.05 Powiat gliwicki
13. 27.05 Bobolice
12. 21.05 Tarnowskie Góry - Częstochowa
11. 19.05 Kleszczów i Góra Kamieńsk
10. 14.05 Tarnowskie Góry - Częstochowa
9. 06.05 Górny Śląsk i Zagłębie
8. 01.05 Księstwo Siewierskie
7. 29.04 Wojaże po lublinieckim
6. 01.04 Mirów i Bobolice
5. 18.02 Dąbrowa Górnicza - Częstochowa
4. 08.01 Gdynia(100km)
3. 07.01 Gdańsk (80km)
2. 06.01 Gdynia (60km)
1. 05.01 Gdańsk (50km)

Wycieczki 2016
60. Kraków (90 km)
59. Kleszczów (150 km)
58. Kraków - Częstochowa (170 km)
57. Kleszczów (150 km)
56. Kraków - Częstochowa (180 km)
55. Ziemia toszecko-gliwicka (220 km)
54. Częstochowa - Katowice - Częstochowa (200 km)
53. Kleszczów (140 km)
52. Częstochowa - Kraków - Częstochowa (300 km)
51. Żywiec - Częstochowa (180 km)
50. Kleszczów i Kraków (160 km)
49. Kraków - Częstochowa (210km)
48. Kleszczów i Góra Kamieńsk (190km)
47. Kraków - Częstochowa (230km)
46. Brzegi - Częstochowa (130km)
45. Chęciny i Kielce (100km)
44. Pińczów, Chęciny, Kielce (150km)
43. Częstochowa - Brzegi (170km)
42. 16.08 Ustronie Morskie (110km)
41. 14.08 Świnoujście, Bansin (150km)
40. 13.08 Kołobrzeg, Gąski (160km)
39. Wrocław - Częstochowa (210km)
38. Opole - Wrocław (180km)
37. 02.08 Złoty Potok, Bobolice (120km)
36. Kraków - Częstochowa (250km)
35. Multi Orbita 2016 (330km)
34. Bobolice (100km)
33. Próbna Orbita 2016 (130km)
32. Tarnowskie Góry (120km)
31. 06.07 Przed Orbitą (100km)
30. Kleszczów (100km)
29. Jędrzejów (210km)
28. 01.07 Żarki (100km)
27. Łódź - Częstochowa(200km)
26. Tworóg(120km)
25. Dobrodzień (130km)
24. Toszek (150km)
23. Kleszczów II (170km)
22. Kraków - Częstochowa (190km)
21. Kraków (190km)
20. Kraków i Tyniec (140km)
19. Częstochowa - Kraków (220km)
18. 05.06 Bobolice (100km)
17. 04.06 Tarnowskie Góry (130km)
16. 01.06 Bobolice (110km)
15. Kłobuck i Krzepice (100km)
14. Bobolice (100km)
13. Górny Śląsk - Zagłębie (180km)
12. Kleszczów (170km)
11. Bobolice (100km)
10. Jeleniak Mikuliny, Kalety (110km)
9. Dróżki asfaltowe (100km)
8. Dróżki asfaltowe (100km)
7. Mirów i Bobolice (100km)
6. Księstwo Siewierskie (100km)
5. Radomsko (100km)
4. Bobolice (120km)
3. Bobolice (110km)
2. Gliwice - Częstochowa (110km)
1. Ostrężnik (100km)
Statystyka wycieczek 2016
Wszystkie trasy pozamiejskie

Wycieczki 2015
41. 24.10 Po Krakowie (130km)
40. 05.10 Działoszyn, Pajęczno, Radomsko (140km)
39. 04.10 Częstochowa - Kraków (150km)
38. 02.10 Mirów i Bobolice (100km)
37. 17.09 Kleszczów (200km)
36. 16.09 Gidle (120km)
35. 14.09 Katowice Zagłębie (180km)
34. 13.09 Asfaltowe drogi rowerowe (120km)
33. 29.08 Kraków - Częstochowa (180km)
32. 27.08 Brzegi - Częstochowa (140km)
31. 26.08 Częstochowa - Brzegi (140km)
30. 23.08 Częstochowa - Tarnowskie Góry - Częstochowa (120km)
29. 19.08 Częstochowa - Szczekociny - Częstochowa (120km)
28. 16.08 Uckeritz (60km)
27. 14.08 Uckeritz (70km)
26. 13.08 Zinnowitz (80km)
25. 12.08 Karsibór (60km)
24. 10.08 Międzyzdroje, Wisełka (90km)
23. 07.08 Dróżki rowerowe i Żarki (95km)
22. 04.08 Zawiercie TdP (130km)
21. 31.07 Wolbrom (180km)
20. 25/26.07 Mini Orbita
19. 24.07 Tour de Częstochowa (80km)
18. 21.07 Częstochowa - Kraków (180km)
17. 20.07 Mirów i Bobolice (100km)
16. 18.07 Próbna Mini Orbita (120km)
15. 16.07 Ogrodzieniec (160km)
14. 12.07 Asfaltowe drogi rowerowe i Żarki (130km)
13. 11.07 Koszęcin, Kalety (100km)
13. 04.07 Po Krakowie (95km)
12. 03.07 Kleszczów (130km)
11. 01.07 Radłów, Panki (130km)
10. 14.06 Bobolice, Niegowa, Lelów (120km)
9. 05.06 Przyrów, Lelów (130km)
8. 03.06 Częstochowa - Katowice - Częstochowa (180km)
7. 29.05 Krzepice (100km)
6. 25.05 Lubliniec (110km)
5. 16.05 Asfaltowe drogi rowerowe (120km)
4. 12.04 Częstochowa - Kraków (160km)
3. 11.04 Siewierz (85+25km)
2. 21.03 Bobolice (115km)
1. 03.01 Bobolice (110km)

Wycieczki 2014
19. 11.11 Koszęcin
18. 31.10 Mirów i Bobolice
17. 18.09 Kalety i Zalew Zielona
16. 05.09 Ogrodzieniec
15. 31.08 Brzegi - Częstochowa
14. 30.08 Chęciny i Kielce
13. 29.08 Chęciny i Kielce
12. 28.08 Chęciny
11. 27.08 Częstochowa - Brzegi
10. 10.08 Bobolice
9. 28.07 Kołobrzeg
8. 24.07 Międzywodzie
7. 19/20.07 Decathlon Orbita
6. 16.07 Mirów i Bobolice
5. 29.06 Częstochowa - Kraków
4. 23.06 Szczekociny
3. 19.06 Tarnowskie Góry
2. 26.04 Mirów i Bobolice
1. 06.04 Częstochowa - Kraków (150km)

Wycieczki 2013
1. 29.12 Góra Zborów
1. 13.09 Częstochowa - Kraków
1. 15.07 Mirów i Bobolice






Archiwum bloga

  • DST 61.22km
  • Czas 03:08
  • VAVG 19.54km/h
  • VMAX 35.40km/h
  • Sprzęt Speeder
  • Aktywność Jazda na rowerze

Siedlec Duży (gm. Koziegłowy) przez Poraj i na powrocie przez Łysiec, Nieradę

Poniedziałek, 27 lipca 2015 | Komentarze 0

Po dniu Orbity przyszedł czas na trochę odpoczynku. Późnym popołudniem zabrałem się za podsumowanie przejechanych dystansów, a po 16-stej odrobinę pokręcić. W zamiarze dziś też zrobić jakiś dystans. W planie dziś jechać do Siedlca Dużego, więc by kilometrów zrobić nieco więcej to zaplanowałem trasę standardem okrężnym przez Poraj. Na całości asfalt.
Najpierw jednak przez M. Cassino i Sobieskiego na dworzec PKP. Tam spotkanie ze Znajomymi i o 17:30 wyjazd w zaplanowaną drogę. Trasa wyglądała tak: PKP, Wolności, Niepodległości, Boh. Katynia, DK1, Fabryczna, Słowik, Korwinów (tu w okolicy mostu nad Wartą sporo rosnących chyba barszczy zauważam przy drodze), Zawodzie, Kolonia Borek, Osiny DW791, Poraj, falochron, Gęzyn, Koziegłowy Porajska, Rosochacz, Siedlec Duży 3 Maja i Siedlec Duży, ul. Jana Pawła II. Jechało mi się dziś ciężko. Siły nie te, bo wczorajszą jazdę odczuwałem, aura też nie pomagała, a w szczególności wiatr. Wiało konkretnie, a w Poraju dopadł mnie jeszcze silniejszy wiatr z niewielkim deszczem. Opady poszły na Częstochowę, ale mnie też nie ominęło. Zrobiło się też trochę chłodno, od Poraja jadę w bluzie. Dość ponury dzień. W paru momentach nawet miałem ochotę zawrócić, dał znać o sobie taki brak motywacji i sił. Jednak udało się przejechać całość. W dwie godziny dojechałem do Siedlca Dużego, średnia: 19,3km/h. Z dystansu wczorajszej Orbity odcinek od Kolonii Borek do Poraja przy stacji benzynowej z tą różnicą, że dziś w przeciwną stronę.
Powrót po 22:30 już standardem przez Łysiec i Nieradę. W zamyśle był powrót przez Poraj, jednak zbyt okrężna trasa i niezbyt wysoka temperatura wieczorem (w okolicy 14 stopni C) niezbyt do tego zachęcała. Tak więc najpierw do Siedlca Małego asfaltem, potem przez las dość ostrożnie jadąc miejscami po kamieniach czy ubitym terenie, Gajową, Rudnik Wielki, Rudnik Mały, Łysiec, Nieradę, Sobuczynę i Brzeziny. Średnia na całej trasie: 20,9km/h. Tak nawet optymalnie, bo sporo zwolniłem na leśnym, terenowym odcinku. Trochę lepiej się wracało, jazda po zmroku też dała więcej motywacji. Dojechałem do domu po 23:30. Dziś tak więc tylko Siedlec Duży, ale dystans się zebrał całkiem pokaźny. Pierwszy raz od kilku dni nie zrobiłem setki.
Zapis GPS
Częstochowa - Siedlec Duży http://ridewithgps.com/trips/5867880 (38,1km)
Siedlec Duży - Częstochowa http://ridewithgps.com/trips/5870259 (21,6km)


  • DST 6.50km
  • Sprzęt Speeder
  • Aktywność Jazda na rowerze

Po Mini Orbicie

Niedziela, 26 lipca 2015 | Komentarze 0

Po bardzo udanym wspólnym grillowaniu w Altanie Żywiec powrót do domu z Północy jezdniami przez Kiedrzyńską, Armii Krajowej, Kościuszki, Wolności, 1 Maja, Bohaterów Monte Cassino, Piastowską, Sabinowską i Jagiellońską.
Zmęczenie po sporej ilości przejechanych kilometrów na Mini Orbicie dawało się we znaki, jednak powrót do domu bardzo przyjemnie. Dobrze się wraca po tak udanej trasie rowerowej.

Dystans przybliżony.


  • DST 334.20km
  • Czas 13:46
  • VAVG 24.28km/h
  • Sprzęt Speeder
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mini Orbita 2015

Niedziela, 26 lipca 2015 | Komentarze 1

Mini Orbita - 25/26 lipca 2015
Od długiego czasu zastanawiałem się jak wypadnę na Mini Orbicie. W tym roku niepowtarzalna szansa wzięcia udziału w Orbicie nie wyjeżdżając daleko od Częstochowy (jedynie w promieniu do 20 kilometrów). Wiedziałem od razu, że wezmę udział. Dla uzupełnienia dystansów Krzara zaproponował setkę, taką kultową setkę, ale z możliwością wielokrotnej jazdy. Promień zjazdowy dawał szanse powrotu do domu praktycznie w każdej chwili, bo zjazdów na trasie przejazdu dużo. To mnie motywowało, bo wiedziałem, że nie utknę gdzieś daleko. Zawsze można było też wrócić i jechać w Orbicie po kilku godzinach. Minus może być taki, że WRACAĆ.
Długo myślałem na które okrążenia się zapisać i ile spróbować przejechać. Wiedziałem, że chcę wystartować w pierwszym, drugie też bardzo kusiło, bo to jazda w nocy, ale trzecie było dla mnie zagadką. Wczesne godziny mogą dać w kość, ale z drugiej strony chciałem jednak zrobić dystans za jednym razem. Brałem pod uwagę też ewentualny powrót po dwóch okrążeniach na ostatnie - późnopopołudniowa jazda która mi sprzyja, albo o symbolicznej jeździe jeśli bym wcześniej zrobił 2 czy 3 okrążenia. Jednak wiedziałem, że i tak zadecyduje życie. Na pewno w zamiarze powalczyć o jak najwięcej i dać z siebie dużo, choć nie eksploatować się na całego. Warunki i to jak organizm będzie przyjmował kolejne porcje kilometrów, także rower - jak się spisze. Na pewno pod Orbitę wiedziałem, że się nada. Tylko bardzo obawiałem się złapania gumy - to zabiera czas, osłabia no i można stracić grupę z którą się jedzie. Opon antyprzebiciowych nie miałem, a te zdarzyło się, że zawiodły.
Przygotowań jako takich nie było (oprócz jazdy próbnej tydzień przed startem) - po prostu jako tako jeżdżenie samo w sobie dla mnie było przygotowaniem. Pewne odcinki trasy Orbity znałem bardzo dobrze, resztę tak wyszło, że nie było czasu się przejechać. Na trasie Mini Orbity także nowe dla mnie drogi. Pewnego rodzaju przygotowaniem było na pewno wzięcie udziału w próbnej jeździe tydzień wcześniej. Pozwoliło to sprawdzić się w pokonaniu okrążenia jadąc w grupie, poznać trasę, rozłożyć siły i przekonać się, że zaproponowaną setkę nie pokonuje się "od tak". Była też okazja sprawdzić się jadąc w nocy, a także jak na przejeździe próbnym w ekstremalnych warunkach - w burzę i ulewny deszcz. To wszystko wiedziałem, że w pewnym stopniu zaprocentuje. Byłem pewny, że mam szansę wykręcić sporo. Pięćsetki nie planowałem. Może kiedyś w życiu przyjdzie na to czas. Czterech okrążeń również, jednak jako taką górną granicę będącą gdzieś tam daleko... mogłem przyjmować ten dystans. Za pełen sukces uznawałem trzy okrążenia z nawiązką powrotu, nawet rozbite w czasie, ale trzy. Bo dwa to byłby powód do zadowolenia, ale nie tak pełnego. To był plan minimum. Na pewno miałem w zamiarze też wykorzystać cały czas do jazdy, łącznie z branym pod uwagę czasem na odpoczywanie w trakcie. Całych 24h bez przerwy nie zamierzałem jeździć. Założeniem było też przejechać choć jedno okrążenie w grupie. Liczyłem się, że kolejne mogę jechać sam, ale przyjąłem zasadę, że jak ma być to będzie. Nadchodzi czas Mini Orbity 2015. Wyjeżdżam z domu z zamiarem przejechania co najmniej 150-200 kilometrów za jednym razem.
Na 17:30 dojeżdżam na miejsce zbiórki pod Altaną Żywiec na Północy. Tu organizacyjne przemowy i m.in. spotkanie z gospodarzem Altany Żywiec. 18:00 - start honorowy, jedziemy do Kamyka. Jazda w grupie uczestników Mini Orbity przez Kiedrzyn, Białą i Kamyk. Zatrzymujemy się w Folwarku Kamyk. Tam organizacyjne sprawy: m.in. depozytu, pamiątkowe zdjęcia i start właściwy.
Trasa kręcona wielokrotnie na tegorocznej Orbicie prowadziła tak: Kamyk, Borowianka, Kuźnica Kiedrzyńska, Kuźnica Lechowa, Rybna, Kokawa, Mykanów, Kościelec, Rudniki, Konin, Wancerzów DW786, Mstów, Siedlec, Srocko / Małusy Małe, Brzyszów, Kusięta, Olsztyn, Biskupice, Choroń, Poraj, Kamienica Polska / Osiny DW791, Kolonia Borek, Kolonia Poczesna, DW904 Bargły, Michałów, Nierada, Rększowice, Konopiska, Kopalnia, Aleksandria, Blachownia DK46, Wręczyca Wielka DW492, Wręczyca Mała, Grodzisko, Kłobuck, Kamyk.
PIERWSZE OKRĄŻENIE MINI ORBITY - startujemy o 19:00
Ruszamy piątkami. Chwilę przed 19-stą wystartowaliśmy na pierwsze okrążenie Mini Orbity. W dość dużym gronie rowerzystów pokonujemy pierwsze kilometry. Trzymam się m.in. z Parkerem. Jako ostatni wystartowali Ci z najlepszymi rezultatami z poprzednich Orbit. Wielu z nich, głównie szosowców wyprzedza peleton już z początku i idzie na 5 okrążeń. Każdy pisał się na inną ilość okrążeń, niektórzy w zamiarze mieli tylko jedno honorowe. Nie jadą także wszyscy uczestnicy tegorocznej Orbity, bo część ma zamiar wystartować jutro. Jedno jest pewne: w grupie się znacznie lepiej jedzie. Pierwszych kilka kilometrów na pewno miało charakter takiej wspólnej, "orbitowej" jazdy. Po kilkunastu kilometrach zaczynają tworzyć się grupki, co było do przewidzenia i jest naturalnym zjawiskiem. Sporo chaosu z samego początku, jak to Daria określiła. Tempo konkretne i tak pokonujemy trasę jadąc przez gminy Kłobuck, Mykanów, Rędziny. Po drodze przecinamy DW483 w Kokawie i krajową 1 w Kościelcu, wcześniej też przejazd kolejowy w Mykanowie. W Rudnikach z kolei sprawdzoną już asfaltową kładką nad torami kolejowymi, a potem przecinamy DK91, w Wancerzowie jedziemy kawałek DW786. Do tego momentu dla mnie ta mniej znana część trasy Orbity, która jeszcze da o sobie znać przy ostatnich kilkunastu kilometrach. Do Mstowa dojechaliśmy ze średnią w okolicy 28km/h. Trzymam się od paru kilometrów ze Skowronkami (Darią i Rafałem), Parkerem, Siwuchem, jechali ze mną też: Grisza, Jammiq. Nie wszystkich pamiętam. Momentami jechało mi się lekko i bardzo komfortowo, momentami nieco ciężej. Na pewno swoje zrobiło też to, że nie chciałem gdzieś zostać sam skoro jadę z grupą, a nikogo nie chciałbym opóźniać.  Od tego momentu (Mstów) do Biskupic sporo podjazdów, a więc trasa na swój sposób urozmaicona. Do samego Poraja także bez dróg wojewódzkich, sprawdzonymi i lokalnymi asfaltami. W Mstowie obok Rynku i dalej jedziemy przez Siedlec, Gąszczyk i Srocko. W sumie sam wybrałbym wariant przez Małusy Małe, ale pojechałem za grupą. Także nie było źle. Znanym asfaltem jedziemy przez Brzyszów, Kusięta i Olsztyn. Tu przy Rynku przecinamy DK46. Od Brzyszowa do widoku z asfaltu na Sokole Góry znów radość z jazdy, a najlepiej jechało się w Kusiętach. Jednym z trudniejszych odcinków na pierwszym okrążeniu (i całej orbicie) był pierwszy podjazd na Biskupice. Prawie pewniak, bo wyruszyłem na niego razem z Parkerem jako pierwsi - ten kompletnie nie wyszedł, łańcuch spadł, niepotrzebne nerwy i strata kilkunastu sekund... Po wstawieniu go na miejsce niestety ręcznie.. (ubrudziłem się) miałem wrażenie, że rozwaliłem przerzutkę. Na szczęście linka się nie zerwała, bo to być może byłaby to końcówka mojej jazdy albo strata sporej ilości czasu i sił. Do tego na końcówce podjazdu tarczówka denerwowała, bo o coś tarła. Zauważam, że przerzutka nie wchodzi na najniższy bieg, ale da się jechać bezproblemowo. Teraz nawet obawa, że mogę złapać gumę odrzuciłem w niepamięć. Dojechaliśmy przez Choroń do Poraja, ten odcinek od kamieniołomów w Choroniu do przejazdu kolejowego w Poraju poszedł lekko, bo z górki. Tu gdzieś wybija połowa pierwszego okrążenia. Powoli zaczyna zapadać zmrok. Robimy krótki postój w Poraju na m.in. założenie kamizelek odblaskowych, obowiązkowych dla jadących w nocy. W Poraju obok stacji przy drodze wojewódzkiej wjeżdżamy w boczną drogę, alternatywną na Orbicie dla wojewódzkiej. To drugie miejsce, w którym możemy wybrać sobie trasę. Jedziemy... Gdzieś tam w oddali był Gaweł, który się pogubił i do mnie dzwonił, ale nie zdążył już nas dogonić. Wyjechaliśmy w Kamienicy Polskiej koło oczyszczalni, potem jeszcze ze 2 kilometry przez DW791 i Kolonia Poczesna, tu przecinamy ponownie DK1. Od Kolonii Poczesnej jechało mi się dużo lżej i lepiej, może za sprawą zmroku który zawsze mnie motywuje do jazdy. Także swoje zrobiło to, że większość jazdy po płaskim, co mniej rozbija peleton. Jedziemy drogą wojewódzką 904 przez gminę Poczesną (Michałów, Nieradę) i gminę Konopiska (Rększowice). W Rększowicach na rondzie kawałek fragmentem wojewódzkiej 908, a zaraz za rondem kawałek podjazdu i już po paru minutach dobijamy do Zalewu Pająk. Za Pająkiem kawałek łączonym odcinkiem DW904/DW907, ale tej pierwszej się trzymamy aż do przejazdu kolejowego w Blachowni. Ciemno, ale światła dobre, więc nocna jazda na Orbicie sprawia przyjemność. Zmęczenie również nie daje jeszcze o sobie znaku, jedziemy. Przejazd bez czekania udaje się pokonać, co podobnież na następnych okrążeniach nie było takie pewne. Kawałek Dk46 (na Orbicie bez dróg krajowych) i odbijamy na DW492 którą jedziemy aż do samego Kłobucka. To droga wojewódzka, tyle, że jest o tej porze ruchu na drodze zbytnio nie ma, więc komfortowo się w grupie jedzie. Zaczynamy powoli odliczać kilometry do posiłku, jeszcze trochę jazdy na tym okrążeniu przed nami. Przez kilka kilometrów prowadziłem grupkę. Nawet momentami zbyt szybko. Lepiej dziś jechało mi się jednak z tyłu, może też dlatego, że widziało się wtedy światełka całej jadącej ekipy - takie pozytywne wspomnienie z zeszłorocznej Orbity podczas drogi do Wielunia. Zmrok motywował do jazdy, połykaliśmy kolejne kilometry na drodze wojewódzkiej jadąc do Wręczycy Wielkiej. Na drodze widać było kilka powalonych drzew i gałęzie po dzisiejszej wichurze. Wręczyca Wielka, Grodzisko - tu znów dla mnie mniej znane trasy do tego pokonywane po zmroku, ale po próbnym przejeździe nie było opcji się pomylić. Dojeżdżamy do Kłobucka, tu na rondzie przecinamy DK43 i spokojnymi dużo bardziej już asfaltami do zamknięcia okrążenia w Kamyku. Jeszcze jeden podjazd za Kłobuckiem i potem już więcej jazdy z górki, jednak dla mnie już na lekkim wycieńczeniu. Swoje robi średnia prędkość, która dość konkretna, ale dobrze się tak jedzie. Niedaleko cel, po pierwszym okrążeniu już niedługo będzie można zregenerować siły. Przed zjazdem do folwarku jeszcze przecinamy DW491 z zachowaniem ostrożności o którą apelował Krzara. Zaraz po 200-300 metrach zjeżdżamy do Folwarku Kamyk parę minut po 23-ciej. Nie jako pierwsi, bo niektórzy wyjechali już na drugie okrążenie, ale z bardzo przyzwoitym czasem. Pierwsze okrążenie odhaczone! Udało się je zamknąć w 4 godzinach ciągłej jazdy, choć całkowity czas jazdy łącznie z postojem / staniem na światłach itp. wyniósł nieco ponad 4 godzinki. Średnia prędkość powyżej 27km/h. Co do temperatury na pierwszym okrążeniu - komfort do jazdy w pełni, co ważne także bez deszczu. W Folwarku czekał upragniony posiłek. Wcześniej jeszcze odhaczyłem się w biurze Mini Orbity. Krzara ustalił reguły i to jest dobre! Organizacja bardzo dobra, wszystko jest co potrzeba.. kanapki, coś do picia: herbata, kawa, kompot, woda, coś słodkiego do odebrania po dowolnym okrążeniu. Jednego z pewnością nie zapomnę: atmosfery. Posiedziałem trochę ponad pół godzinki w Folwarku. Na drugie, nocne okrążenie wyjechałem już z nieco wolniejszą ekipą którą udało się skompletować. W zamierzeniu nie było pięćsetki więc chciałem pojechać wolniej.
DRUGIE OKRĄŻENIE, zjazd do domu w nocy i powrót rano na trasę
Na drugie okrążenie wyjeżdżam przed północą, razem z 5 osobami - m.in. z Griszą. Jechał też Roland, ale nieco odskoczył nam po paru kilometrach. W zamiarze wolniejsze tempo, ale takie by nie za wolno. Pokonujemy kolejne kilometry snując rozmowy. Trasa taka sama, więc nie ma co jej opisywać, jedyne co to w odróżnieniu od pierwszego okrążenia pokonywaliśmy ją po zmroku. Jechałem na całkowitym luzie wiedząc, że się trzymam z grupą. Setka to wcale nie tak mało. W planie było drugą setkę skończyć, a potem może załapać się na trzecią, Grisza mówiący mi, że może nawet na 4 setki się chce załapać motywował, że trzeba jechać. Przecinamy po drodze m.in. DK1, jedziemy przez asfaltową kładkę dla rowerów w Rudnikach, tempo wychodzi nawet niezłe. Trzymamy się w 5 osób. Dojeżdżamy do Mstowa - tu w planie zrobiliśmy sobie przystanek przy Rynku. Potem jedziemy wariantem asfaltowej bocznej drogi przez Małusy Małe, tym dla mnie właściwym. Jednym z najlepszych wspomnień z Orbity będzie dla mnie to spokojne pokonywanie podjazdu na górce zaraz za Mstowem. Jechaliśmy spokojnie razem z Griszą i z jeszcze jedną osobą, która jechała za nami. Na zjeździe w Małusach Małych utarło się powiedzenie: "trzeba odpoczywać ile się da". Jedziemy przez Małusy Małe do Brzyszowa. Tu znów zaczyna kropić. Po skręceniu w drogę na Olsztyn okazało się, że tym razem nie straszyło. Na przeszkodzie stanął deszcz. Początkowo już od Mykanowa całkowicie niewadzący, jednak przed Kusiętami bardzo intensywny, wręcz ulewny i nawet z gradem, na drodze na której nie było możliwości się schować. Przemokliśmy kompletnie a do ukończenia okrążenia dużo więcej niż połowa. Dopiero po podjeździe za torami kolejowymi w Kusiętach był przystanek zadaszony, ale nieco za późno. Przeczekujemy deszcz na przystanku w Kusiętach i to zastanawianie się: co robić i jak sobie inni radzą, czy u nich też ulewa. Wychłodzenie zrobiło swoje. Wprawdzie miałem bluzę, ale komfort jazdy jeszcze 65-70 kilometrów w tych warunkach dawał do myślenia, do tego jednak zmrok. W oddali też błysło się, jednak niegroźnie. Razem z Griszą uznaliśmy, że zjeżdżamy w Olsztynie. Tu właśnie pojawił się ten aspekt Orbity: że zawsze można zjechać. Gdybym był gdzieś daleko w trasie, na 135 kilometrze to byłoby inaczej. Nie do końca zjechanie do domu na tym etapie mi pasowało, ale uznałem to za słuszne rozwiązanie. Samemu dużo mniejsza motywacja, a aura też niezbyt pewna i do tego byłem przemoknięty. Gdyby nie myśl: że wrócę na trasę to pewnie bym dalej jechał. Była też opcja jechać do Nierady, jednak to też kawałek konkretny miałbym przed sobą. Drugiego dnia przyszła do głowy myśl, że może i mogłem gdzieś dalej pojechać. Zjeżdżanie w Olsztynie też mi się tak średnio pasowało, ale tak postanowiliśmy. Najpierw jeszcze ok. 2 kilometry po trasie Orbity przez Kusięta i do Olsztyna i skręcamy na promień zjazdowy - wracamy przez drogę krajową 46, rowerostradę, Bugajską i samotnie jadę już przez Stare Błeszno, Boh. Katynia i Jagiellońską. Na drodze z Olsztyna trochę mokro, w Częstochowie już całkowicie sucho. Popsuło mi to nastrój, bo zacząłem żałować powrotu, ale z drugiej strony wycofać się już nie można było. W sytuacji w Kusiętach uznałem to za dobre rozwiązanie, potem w domu sprawdzając mapę opadów też. Gryzł w myśli tylko ten fakt, że Orbita trwa i że nawet dwóch okrążeń w pełni nie ukończyłem za jednym razem... Jednak nie ma co na siłę. Zanim jeszcze poszedłem spać też straciłem trochę czasu na jedzenie, czy inne bzdety. Po 4-godzinnym spaniu i posiłku wróciłem o 9-tej na trasę. W niecałą godzinę dojechałem identyczną drogą do Olsztyna. Przyjemnie i słonecznie, a to rokowało bardzo pozytywnie. Przede mną kolejny dzień pełen jazdy. Jednak zaczynam jazdę sam, Grisza pomimo wstępnych planów zgadania się wyruszył po siódmej. Mi tak wcześnie się nie chciało.
DRUGIE OKRĄŻENIE - kontynuacja
W Olsztynie ruszam i kontynuuję jazdę na Mini Orbicie. Takie było założenie - jeśli zjadę do domu, to wjeżdżam na Orbitę w tym samym miejscu, skąd zjechałem. Spotykam już przy Rynku dwóch orbitowiczów, jednak przy Sokolich Górach ich wyprzedzam. Podjazd w Biskupicach za drugim razem wychodzi idealnie. Po kawałku jazdy natomiast konkretnie poczułem wiatr. Zjazd w Choroniu również z wiatrem maksymalnie wiejącym w twarz. To przeszkadzało i tak padło pokonać kilkanaście kilometrów. Przyjemna temperatura jednak dawała jakąś radość, jednak gdzieś tam w myślach trochę szkoda było, że wczoraj ulewa pokrzyżowała szyki i trzeba było zjechać dużo wcześniej. Jednak tłumaczyłem sobie to tak, że na pewno dziś wykręcę więcej niż gdybym jeździł wczoraj całą noc i poranek. Wiatr męczy aż do Wręczycy Wielkiej z niewielkimi przerwami. Między lasem trochę mniej wieje. Odliczałem sobie miejscowości i kilometry - to pomagało, choć sporo do przejechania było i nie szło to z lekkością. Po drodze mijam kilku orbitowiczów - m.in. Markona z Abovo, których nie skojarzyłem. Dopiero przywitaliśmy się w Folwarku. Samotność mi nieco doskwierała, ale pozytywne strony tego też były. Jakiś odłamek samotnej jazdy też było w planie zaliczyć - sam sobie ustanowić tempo i dojechać do Folwarku, odpocząć i może skompletować grupkę na kolejne okrążenie. Jednak zbyt wiele osób nie spotkałem, choć trochę porozrzucani po całej trasie Orbity byli. Sporo wymęczył i nieco opóźnił wiatr - na 12:30 dojechałem do celu. Udało się zrobić dwa okrążenia z pewną nawiązką. Wprawdzie z przerwą, ale dwa w pełni ukończone. W Folwarku Kamyk ugościłem się i po godzinie wyjechałem na kolejne okrążenie. Krzara gdzieś tam na folwarku już mnie poganiał "Co ja tu jeszcze robię". Taki był zamiar by się nie spieszyć, ale bez przesady trzeba się wziąć za jazdę. Miałem w planie choć trochę tego trzeciego zrobić, na tyle ile starczy sił i czasu. 
TRZECIE OKRĄŻENIE na MINI ORBICIE
O 13:30 ruszam na trzecie, na pewno już ostatnie okrążenie. Niestety samotnie, bo nikt chętny do jazdy się nie znalazł o tej godzinie. Jadę, gdzieś w oddali jechała już jedna z uczestniczek, której nie dogoniłem bo zjechała chyba w Olsztynie, inni też na trasie pewnie byli, ale nie było dane się spotkać. Do 19-stej musiałem wrócić do Altany. Jadąc kolejne kilometry przez Mykanów, Rudniki już te trasy się zapamiętywało. Popadałem w ciągłość, że "tu już jechałem". Po pierwszych 25 kilometrach czułem momentami lekkie zmęczenie. Wiedziałem, że jeszcze pojadę, ale z całością może być trudniej. W końcu wykluczyłem, że zrobię całość, także czasowo to nie było pewne. Postojów mało robiłem, ale jakieś przystanki czas zabrały, trzeba było odsapnąć. Nikt ze mną nie jechał, więc też mniejsza motywacja. Nie ociągałem się jednak, trzeba jechać choć nie tak szybko jak na pierwszym kółku, ale jechać.. Trzecie okrążenie robię cały czas w bluzie, ochłodziło się i momentami tylko pojawiało się Słońce. Staję na chwilę po największym podjeździe za Mstowem. Tu "instaluje" sobie m.in. radio, które ma uprzyjemnić jazdę, coś też przekąsiłem, bo na trzecie okrążenie zaopatrzyłem się dobrze w żywność. Zbyt dużo tej samotnej jazdy się pojawiło, ale bardziej zabijała pewna myśl, że nie wiem czy ktokolwiek za mną jedzie. Siły pozwalały i czas był to jadę. Jednak byłem pewny, że jadą, a jeśli nie za mną to gdzieś przede mną. Po przyjeździe okazało się, że jechali i niektórzy nawet wyjechali dużo później na swoje ostatnie okrążenie na Orbicie. Do Olsztyna jakoś się dotelepałem, choć jakieś tam oznaki zmęczenia się pojawiały. Próbowałem się motywować do jazdy jak najlepiej umiałem, nawet wmawiając sobie, że przecież jazda i kręcenie dystansów itd. daje mi radość. W końcu przyszedł czas na trzeci podjazd na Biskupice. Wiedziałem, że jak go pokonam to będzie trochę z górki. Udawało się go pokonywać wiele razy i tym razem wykonywany na lekkim zmęczeniu również wyszedł. Zaraz za górką zrobiłem ten dłuższy postój, tu zjadłem sobie m.in. jogurt. Tak po prostu dłuższy, bo wiedziałem już, że nie jadę całości. Wmawiałem sobie patrząc na asfalt, że przecież to lubię i że nie ma sensu odpuścić, a potem dokręcać w Częstochowie dodatkowych kilometrów będąc żądnym jazdy, bo wiedziałem, że mogłoby tak być.. Trzeba było się "w pełni zmęczyć", choć organizm już wycieńczony... a niektórzy już ze 4 okrążenia mieli za sobą. Mój rezultat dotychczasowy już dawał radość, więc dużo lżej pod tym względem się jechało. Byłem pewny, że do Poraja się uda, a może nawet i nieco dalej, bo tam też nie chciałem jeszcze zjeżdżać (skoro mam wykorzystać czas na jazdę), ale więcej niż okolice Konopisk sobie nie planowałem. Wiedziałem, że gdzieś za Nieradą po zjechaniu z Orbity dałoby dystans powyżej 3 setek, a orbitowych byłoby ponad 2,5 okrążenia, więc to satysfakcjonowało. Jadę, trochę po raz kolejny już zakołysało przed Choroniem, a potem z Choronia do Poraja i znów pojawił się wiatr. Trzeba było jakoś to przemęczyć. Najgorzej się jechało ruchliwą DW791 do Kolonii Poczesnej. I ruchliwa i znana.. z pewnością wolałbym jechać drogą na przykład z Blachowni do Wręczycy czy Kłobucka, choć tam już dziś założyłem, że nie dotrę. Cały czas pod wiatr i w co raz to bardziej zmęczeniu. Połowa trasy Orbity pokonana i jadę dalej. To dawało mi myśl, że teraz już tylko "progress" skoro ostatki sił jeszcze są. Po drodze w myśli już ugruntowałem sobie momentu zjazdu - w Konopiskach i powrót przez Dźbowa. Jeszcze kawałek do przejechania, ale można rozłożyć w czasie ten dystans. Trochę jazdy pod wiatr musiałem zaliczyć, bo kilkanaście początkowych kilometrów trzeciego okrążenia dużo lżej się pokonywało. Co raz ciężej, ale zarówno i dalej.. dojechałem do Nierady. Tu w końcu trzeba złapać oddech, jednak po chwili przejeżdża Bon. W końcu ktoś na trasie. Po 2 minutach zwlekania postanawiam go dogonić i udało się za skrzyżowaniem na Własną. Pojawiły się jeszcze siły na gonienie, więc nie tak źle ze mną. Trzymamy się razem dając sobie dodatkową motywację. Miałem go pytać już przez Konopiskami, gdzie zjeżdżamy (byłem pewny, że nie zdążymy), jednak On widział szansę ukończenia tego okrążenia. Perspektywa jeszcze 2 godzin jazdy trochę męczyła myśli, ale co ma być to będzie. Przejechaliśmy przez Konopiska, Kopalnię, Blachownia. Miejscowości po kolei odhaczaliśmy. Momentami ja jadę nieco szybciej by na chwilę odetchnąć, napić się wody czy zjeść ciastko. Podjazdy już na tym etapie nie sprawiały tak ogromnego kłopotu, choć zmęczenie dawało o sobie znak. Na pewno pomógł las - odcinek od Aleksandrii do Blachowni i w potem jadąc do Wręczycy Wielkiej, tu trochę mniej przeszkadza wiatr. Dajemy radę w dwójkę nawet momentami jadąc dość szybko. Prawda jest taka, że gdyby nie Bon to bym odbił w Konopiskach. Pewnie bym zrobił jakoś niewiele mniej kilometrów, jednak jazda po dystansie Orbity i trzy pełne okrążenia, ale najważniejsze było to, że sam zebrałem się na jazdę. Do Wręczycy Wielkiej dojeżdżamy sporo przed 18-stą, więc zapas czasowy jest. Ten, który wydawało mi się wcześniej, że już przepadł. Dużo lżej się jechało z myślami, że dobijamy do końca, jednak jeszcze jest trochę kilometrów do przejechania. Do Kłobucka znów utrzymując tempo, a potem do Kamyka również szło jak strzała. Tu już bardziej z wiatrem. W pewnych momentach jedziemy nawet 30-35km/h, a na moim liczniku już wybiło ponad 300 kilometrów, w przypadku Bona już blisko pięćsetki. Motywacja jest, we dwójkę się raźniej jedzie. Widać już Kościół w Kamyku, tak więc do celu blisko. Dojeżdżamy do skrzyżowania z DW491 i tu już ten moment ukończenia okrążenia, a za raz po nim w końcu odbijamy na Częstochowę. Jeszcze 10 kilometrów jazdy przed Nami, ale takiej na spokojnie, bo wypracowaliśmy sobie zapas czasowy. Od Kamyka do Częstochowy z niewielkimi dającymi o sobie znak górkami, jednak teraz już "z górki". Przez Kiedrzyn docieramy na Północ w miejsce Mety - Altany Żywiec. Udało się! Kwadrans przed czasem. Tam czeka nas Grill na zakończenie przejazdu Mini Orbity. Większość już dotarła na grilla (choć tak naprawdę mało nas było) i świętowali zakończenie Mini Orbity, niektórzy jeszcze się zjeżdżają, m.in. docierają do nas Skowronki i Siwuch, którzy trochę przekraczając czas, ale zrobili plan 500 kilometrów! Bardzo dobre towarzystwo, zadowolenie z rezultatu i atmosfera rozmów o tematach wydarzenia Orbity, tego z ostatnich 24 godzin. Podałem dystans jaki przejechałem, zjadłem kiełbaskę z grilla, posiedziałem na całkowitym luzie. W Altanie zamknięcie Orbity trwa do zmroku, odbieramy jeszcze depozyty, po czym czas wracać już do domów.
Ślady GPS: http://ridewithgps.com/trips/5849943
http://ridewithgps.com/trips/5856933

Folwark Kamyk spisał się znakomicie! Całość przygotowana najlepiej jak się dało! Wszystko zaplanowane, atmosfera super - na długo jej nie zapomnę, posiłki smaczne, napoje. W Folwarku Kamyk także znajdowało się biuro Orbity, serwis. Wszystko, na co była potrzeba. Duże podziękowania dla Organizatorów! Formuła tegorocznego przejazdu również bardzo sprzyjająca, po każdym etapie Mini Orbity zaliczaliśmy wizytę w tym "miejscu mającym swój niepowtarzalny klimat" (jak to określił Krzara).
Sumując Orbitę - scenariusz napisało życie. Tak właśnie miało być. Nie odpowiadałem konkretnie, gdy ktoś pytał: ile zrobię. Nie wiedziałem tego. Chciałem na pewno udowodnić sobie coś, przekroczyć swoje bariery, wypaść dobrze. Plan był, że ponad 200 kilometrów jestem w stanie zrobić, tym bardziej na tyle jazdy, która mi towarzyszy dzień w dzień. Pięćsetki nie chciałem, ale te trzy okrążenia czy rozbite w czasie czy za jednym razem chodziły mi po głowie. Katować się jazda ponad siły nie zamierzałem, ale wysiłek musiał być, zmęczenie musiało się pojawić. Nie może być tak lekko. Wybory, jakie musiałem podjąć na Mini Orbicie? Czy trafne? Nie wiem tego, ale na pewno dobrze się potoczyło. Jeśli zrobiłbym więcej w nocy, pewnie byłoby mniej w dzień. Ciężko powiedzieć jak by wyszło. Powtórzę: cieszy mnie to jak było! Trochę snu, na który mogłem sobie pozwolić dał siłę. Rozsądek też ważny, choć odrobina (niegroźnego oczywiście dla życia) ryzyka porwania się na jazdę musiała mieć miejsce. Plan wykonany! To, co osiągnąłem jest dla mnie sukcesem, takim wyznacznikiem, że dałem radę. Pięćsetki nie chciałem - może kiedyś przyjdzie czas na dystans trzycyfrowy z czwórką albo piątką z przodu, wszystko pozostawiam przyszłości. Udało się wykręcić 334,2 kilometrów!
Jedyne może co przeszkodziło, to że jednak dystans rozdzieliłem na 150,5km (czas jazdy: 5:48:05) i 183,7km (czas jazdy: 7:57). Teoretycznie to są dwa dni jazdy, choć oprócz tych kilometrów przed 18-stą i po Orbicie wpadły.
Wynik na tegorocznej Orbicie jako przejechany dystans od 19:00 do 19:00 (w ciągu 24h) jest traktowany jako życiówka, jednak dla mnie to "dniówka 24-godzinna". Życiówką pozostaje jak na razie ustanowione dnia 1 lipca: 246,4km.
Po trasie Orbity przejechałem: 306,9km (ze zjazdem z Kamyka do Częstochowy), po promieniach zjazdowych: 27,3km.
Po trasie Orbity:
I okrążenie: 100,1 KM (AVG: 27,2km/h) [19:00 - 23:20]
II okrążenie: 36.8 KM (AVG: 24,8km/h) [23:50 - 01:50] (do Olsztyna)
II okrążenie: 61,7KM (AVG: 23,0km/h) [9:50 - 12:30] (z Olsztyna)
III okrążenie: 97,9KM (AVG: 23,3km/h) [13:30 - 18:15]
z Kamyka do Altany: 10.4KM (AVG: 22,3km/h) [18:15 - 18:45]
Po promieniu zjazdowym:
w czasie II okrążenia:
z Olsztyna do Częstochowy (Stradom): 13.6KM (AVG: 22,0km/h)
z Częstochowy (Stradom) do Olsztyna: 13,7KM (AVG: 23,8km/h)

Dodatkowo -
Licznik nieznacznie zawyża dystans, jednak po kolejnych okrążeniach go spisywałem by statystyka była jak najbardziej dokładna. Prezentuje się to tak:
Licznik wyzerowałem tylko w Folwarku Kamyk podczas startu, średnia prędkość liczona od właśnie startu właściwego:

z Częstochowy (Stradom) do Folwarku Kamyk: 17,30KM
I okrążenie: 101,32KM (27,38km/h)
II okrążenie z Kamyka do Olsztyna + dojazd do domu: 50,95 KM (26,13km/h)
II okrążenie od Olsztyna do Kamyka + km ze Stradomia: 76,32KM (25,06km/h)
III okrążenie + z Kamyka do Altany: 109,19KM (24,48km/h)

Dziękuję Wszystkim za wspólną jazdę!!!
Szczególne podziękowania dla:
- Skowronek, Raf77, Siwuch, Parker i także tym innym, którzy jechali z nami na I okrążeniu (udało się szybko przejechać 100 km i zmotywować do kolejnych okrążeń!)
- GriszaW70 (z którym przejechałem nocną część II okrążenia, przeżycia z gradobicia i ulewy która Nas dopadła pod Olsztynem nie do zapomnienia)
- Bon (gdyby nie Ty zjechałbym do Częstochowy z III okrążenia promieniem z Konopisk, we dwójkę raźniej się jechało - łatwiej o motywację do jazdy!)
Szczególne podziękowania również dla Krzary, dzięki któremu Orbita zaistniała! Za organizację i wszystko!

Także wszystkim tym, których imion/(nicków) nie pamiętam!
Z którymi mogłem zamienić parę zdań w czasie Pit Stopu w Folwarku, czy także tym którzy ze mną jechali!
Gratuluję Wszystkim przejechanych dystansów!!!

Co do przejechanego przez siebie dystansu i swojej jazdy - jest to dla mnie sukces!
Nie miałem w planie pięćsetki. Czterysta uznawałem za główny wynik, do którego nawet tak w pełni nie dążyłem, to była taka górna granica. Plan był taki by wykorzystać 24 godziny i przejechać jak najwięcej. Nie miałem w planie pełnej 24-godzinnej jazdy. W sumie jeździłem niecałe 14 godzin z kilkoma przerwami (m.in. na Pit Stop, czy w czasie trzeciego okrążenia).
Trzy okrążenia były dla mnie wyznacznikiem pełnego sukcesu na tegorocznej Orbicie. Postawiłem sobie założenie główne: 300+. Choć jak wyjdzie to wiedziałem, że zadecyduje bardzo wiele czynników. Udało się zrobić trzy pełne okrążenia z nawiązką promienia zjazdowego i to jest dla mnie pełen sukces! Smile
Dokończenie trzeciego okrążenia również jest dla mnie powodem do radości. Zmęczenie już dawało o sobie znać i czas gonił, jednak się udało to zrobić. Kilometrów na zjeździe w Konopiskach i z dojazdem do Altany wyszłoby niewiele mniej, jednak dystans po trasie Orbity znacznie bardziej cieszy!
Może pewien niedosyt jest, że musiałem rozbić jazdę na dwa razy (może i bardziej by cieszyły kilometry pokonane za jednym razem) jednak wyszło jak wyszło! Może było łatwiej, jednak pójście na łatwiznę to na pewno nie było. Wszystko jest do zdobycia, pokonania, może kiedyśSmile
Trochę był niedosyt i ta myśl, że Orbita trwa - jak odbiłem w Olsztynie na II okrążeniu. Na samym dojeździe do Częstochowy widziałem że mogłem jechać, bo siły były, ale końcowo nie wyszło źle. Możliwe, że gdyby nie ulewa za Brzyszowem i jechałbym dalej to godziny wczesno-poranne by mnie wykończyły, albo drugiego dnia przejechałbym dużo mniej. Może bym ukończył drugie okrążenie, może bym w czasie trzeciego zjechał i już nie wrócił, a może bym jechał dalej. Nie ma co gdybać! Rozwiązań mogłoby być sporo. Patrzę na rezultaty, które dają mi samozadowolenie z pokonanego dystansu I ZJAZDY! Było naprawdę dobrze! Smile
Jazdy w towarzystwie, grupce, peletonie też było sporo. Samotnie jednak zrobiłem też sporo dystansu - ok. 130-140 kilometrów.
Liczą się także wspomnienia i przeżycia które po tej Orbicie pozostaną na pewno w mojej głowie!!!

Co do dystansu 100-kilometrów Orbity - znakomity pomysł.
100 kilometrów - zarazem mało, ale tak naprawdę dużo. By przejechać stówkę trzeba dużo od siebie dać, by kolejną zrobić jeszcze więcej.. i kolejną, kolejną..
Jak dla mnie - motywacja, że zawsze można zjechać też robiła swoje. Z drugiej strony każda Orbita ma swoje plusy i minusy. Ta na pewno miała taki swój niepowtarzalny klimat! Każda Orbita jest inna, każda jazda jest od siebie inna!

Folwark Kamyk - nasz wielokrotny Pit Stop spisał się znakomicie!
Grill na zakończenie Mini Orbity - super towarzystwo i atmosfera!

Mini Orbity 2015 na długo nie zapomnę!
Z pewnością po czasie najlepiej będzie się wspominało Mini Orbitę 2015!


Wjeżdżamy do Folwarku Kamyk , fot. Mateusz Kłosowski

Rozładowywanie depozytu, będzie dużo lżej się jechało , fot. Mateusz Kłosowski

Wspólne zdjęcie przed startem Mini Orbity 2015 , fot. Mateusz Kłosowski

Uczestnicy Mini Orbity na wspólnym zdjęciu - tuż przed startem , fot. Mateusz Kłosowski


Startuję w szóstej piątce wraz z: 30 - Skowronek, 32 - Kasik, 33 - Rassta, 36 - Parker, 38 - Matiz17 , fot. Mateusz Kłosowski

Dojeżdżamy do świateł z DK1 w Kościelcu

Na zjeździe za Biskupicami w kierunku Choronia , fot. Mateusz Kłosowski

Taki klimat mieliśmy w Folwarku Kamyk w nocy , fot. Mateusz Kłosowski

W Mstowie na nocnym okrążeniu Mini Orbity
Samotnie na trasie Mini Orbity - kontynuuję II okrążenie

Na górce w Małusach Małych - w czasie III okrążenia
W Biskupicach - w czasie III okrążenia, miejsce dłuższego postoju
Jedziemy z Bonem - III okrążenie, Zalew Pająk
Przed wjazdem do Altany Żywiec po zakończonej Mini Orbicie 2015


Grill na zakończenie Mini Orbity 2015 - Altana Żywiec , fot. Mateusz Kłosowski


  • DST 25.50km
  • Sprzęt Dema Iseo
  • Aktywność Jazda na rowerze

Przed Mini Orbitą

Sobota, 25 lipca 2015 | Komentarze 0

Przed Mini Orbitą kilka kilometrów na Demie po Stradomiu, a także, m.in. w załatwieniu czegoś słodkiego i do picia na przejazd orbitowy. Nie było dziś sensu się przeciążać i jeździć przed startem orbity.
O 17:30 dojazd na Mini Orbitę ulicami: Monte Cassino, Sobieskiego, Wolności, Kościuszki, Armii Krajowej i koło Promenady Niemena pod Altanę Żywiec.

Dystans przybliżony
w tym jest również dojazd do Kamyka


  • DST 162.82km
  • Sprzęt Speeder
  • Aktywność Jazda na rowerze

60km Tour De Częstochowa. | Boronów i Herby

Piątek, 24 lipca 2015 | Komentarze 0

Na 12-stą ustawka z Damianem w Olsztynie i wspólna jazda 60km Tour De Częstochowa. To cykliczna organizowana przez Damiana jazda dookoła miasta corocznie podwyższana o kilkanaście kilometrów. W tym roku cały dystans wynosił 175km. Ja towarzyszyłem mu w części tej trasy. Dojechałem sobie w miarę sprawnym tempem przez Jagiellońską, przez Błeszno, Boh. Katynia, DK1, Bugajska, rowerostrada, DK46 i Olsztyn, rynek. Tu czeka Damian, który na liczniku ma już ponad 100 kilometrów. Stąd ruszamy w drogę, która wiedzie przez: Olsztyn, Turów, Bukowno, Małusy Wielkie, Małusy Małe, Mstów, Wancerzów, Cegielnia, Kuchary, Rzerzęczyce, Kłomnice, Witkowice, Chorzenice, Michałów Rudnicki, Rudniki, Konin, Rędziny, Marianka Rędzińska, Częstochowa Rząsawa, Wyczerpy, Korytarz Północny, Północ, M1, Tysiąclecie i przez Al. Wolności, 1 Maja, M. Cassino na Stradom. W sumie wyszło około 80km jazdy, na trasie okrążenia Częstochowy z Damianem pełne 60km, tak więc jedna trzecia całości.
W Turowie pojechaliśmy nową drogą prowadzącą w kierunku Bukowna. Dawno tu nie jechałem, a od pewnego momentu zaczął się dla mnie kawałek nowej drogi. Od Małus Małych do Mstowa po trasie jutrzejszej Orbity, jednak w inną stronę. Jadąc w kierunku Mstowa udało się nawet ujrzeć w oddali kominy kopalni Bełchatów. Od Wancerzowa do Kłomnic z kolei znów zupełnie dla mnie spokojną trasą. Trochę też jazdy po świeżutkich asfaltach. Mijaliśmy też po drodze safari, ale tak jakoś bez zwierząt. Tylko jedne coś dla nas bliżej nieokreślonego się pojawiło. Jazdę można określić: za przyjemną. Od Kłomnic do Rudnik przez DK91. To spokojna dość krajówka i dobrze się nią jedzie. Tu m.in. udaje się nadrobić nieco pod górę powyżej 40km/h jadąc za pojazdem wolnobieżnym. W Rudnikach odbijamy w kierunku Konina, a potem znów do drogi DK91 w Rędzinach. Kawałek był terenowy i kamienisty (z pewnością bym nie wybrał tej trasy), jednak jakoś dałem radę, reszta asfaltem. W Rędzinach tylko kawałek krajówką i odbijamy na Mariankę Rędzińską, gdzie też jeszcze nie jeździłem. Wjazd do Częstochowy od strony Rząsawy. Aż trudno uwierzyć, ale pierwszy raz tu w życiu jechałem. Dalej już znane standardy, m.in. Korytarz Północny. Pojawiło się zadowolenie z trasy i z towarzyszenia Damianowi w biciu rekordu życiowego pod względem ilości kilometrów przejechanych w ciągu jednej jazdy i jednego dnia. Przez większość drogi świeciło Słońce, temperatury rzędu 30 stopni C. Powrót do domu po 15:30.
Po 19:30 znów na rower. Tak późno, bo zebrać się wcześniej zbytnio nie mogłem. Tym razem zastanawiałem się gdzie uderzyć. Temperatura wieczorem zachęcała do jazdy, chęci do jazdy też były, tak więc wybrałem trasę i w drogę. Dziś odpuściłem standardowy Olsztyn i wyruszyłem w tereny, w które rzadko zdarza mi się jeździć. Znów pojawiło się sporo jazdy nowymi dla mnie drogami. Był też kawałek, który znałem jedynie z jednej trasy z tamtego roku. Trasa wyglądała tak: Częstochowa - Sabinowska, Dźbowska, Powstańców Warszawy, Dźbów, Gościnna, Wygoda DW908, Konopiska, Zalew Pająk, Jamki, Leśniaki DW907, Dębowa Góra, Boronów, Zumpy DW905, Olszyna, Kalina, Herby DK46, Pietrzaki, Blachownia, Wyrazów, Częstochowa - Gnaszyn, Przejazdowa, Główna, św. Barbary, św. Augustyna, Pułaskiego, M. Cassino i Jagiellońska Stradom.
W Jamkach skapnąłem się, że GPS dopiero złapał w Konopiskach, a dokładniej stracił zasięg tuż po moim wyjeździe... Nic tak nie psuje humoru, ale no cóż. Sprawnie dojechałem do Dźbowa, a potem do Konopisk. Tu przecinam trasę jutrzejszej Orbity. Sporo trasy drogami wojewódzkimi i krajowymi - tak właściwie oprócz odcinka asfaltowego od Zalewu Pająk do miejscowości Leśniaki. Od ronda w Boronowie (ominąłem Centrum) do Herb sporo rowerowo-chodnikowych tworów. Zdarzyli się też Ci, którym przeszkadzałem. Szkoda, że powstają takie niewygodne i niespójne twory poprzerywane ciągłymi końcami drogi dla pieszych i rowerów. O wjeździe nie wspomnę... krawężnik na kilkanaście centymetrów. Na wojewódzkich ruchu nie odczułem tak bardzo, w przeciwieństwie do krajówki. Jednak bardzo sprawnie przejechałem przez DK46 - pomimo wiatru prawie 26km/h do granic miasta. Od Herb do Blachowni jeszcze nie zdarzyło mi się tu jechać. Już w Blachowni ponownie przecinam tor orbity, jadąc nawet kawałek w kierunku przeciwnym. Na krajówce zapada zmrok, tak więc koszulka obowiązkowa. Powrót do domu przed 22-gą.
Późnym wieczorem jeszcze na rower. Tak pozytywna letnia aura zachęcała do jazdy na rowerze po mieście. Pojechałem sobie przez M. Cassino, Goszczyńskiego, Pułaskiego, 1 Maja, Al. Wolności, Kościuszki, Jana Pawła II, węzeł DK1/Dk46 asfaltówkami z zahaczeniem o Most na Srebrnej, Warszawska, I NMP, II NMP, Pl. Biegańskiego, Nowowiejskiego, Sobieskiego, Pułaskiego, Kopernika, ciągami: Nowowiejskiego, Sobieskiego, Wolności, Niepodległości, DK1 i KFC Raków. Tu przekąska i powrót do domu przez Boh. Katynia, Jesienną, Orkana i Jagiellońską. Temperatura powyżej 22 stopni C wieczorem zadowala. Oby jutro tak było. Powrót do domu trochę przed 1-wszą. Dystans dnia znów wyszedł ogromny, wakacyjne dni pozwalają w pełni na jazdę.
Ślady GPS:
http://ridewithgps.com/trips/5829989(Tour de Częstochowa z Damianem)
http://ridewithgps.com/trips/5834383 (z przejazdu Boronów i Herby, od Konopisk)
http://ridewithgps.com/trips/5835777 wieczorna jazda po mieście

Dokładna ilość kilometrów i czas jazdy do sprawdzenia. ////
W sumie wyszło: 162,82km


Widoczki z trasy - droga asfaltowa przed Mstowem
Widoczki z trasy - droga asfaltowa przed Mstowem, w oddali kominy kopalni Bełchatów
Na trasie Tour de Częstochowa
Równiutki asfalt w Rzerzęczycach
Aspekt terenowy przed Rędzinami


Wieczorna jazda - Droga wojewódzka 907 - wjeżdżając do gminy Boronów (powiat Lubliniecki)


  • DST 112.17km
  • Sprzęt Speeder
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wpis niedługo

Czwartek, 23 lipca 2015 | Komentarze 0

wpis


  • DST 112.87km
  • Sprzęt Speeder
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wpis niedługo

Środa, 22 lipca 2015 | Komentarze 0

wpis


  • DST 213.79km
  • Czas 10:18
  • VAVG 20.76km/h
  • VMAX 59.86km/h
  • Sprzęt Speeder
  • Aktywność Jazda na rowerze
Uczestnicy

Częstochowa - Kraków

Wtorek, 21 lipca 2015 | Komentarze 0

Nadszedł w końcu dzień wyjazdu do Krakowa na Meridzie. Do tej pory taka okazja nie mogła się nadarzyć. W czasie próbnej jazdy na Mini Orbicie zgadałem się z Parkerem na odwiedzenie rowerami grodu Kraka. Pozostało tylko ustalenie konkretnego dnia i wybór trasy, która dla odmiany prowadziła całkowicie odmiennie niż zazwyczaj. Trasę zaplanował Parker. Nieco dłuższa, trochę pagórkowata i po drodze kilka atrakcji. Nie pozostało nic innego jak ruszać.
O poranku jeszcze przed 7:00 podjechałem sobie na dworzec PKP. Stamtąd ruszam i przez M. Cassino, Jagiellońską - na 7:15 dojeżdżam na umówione miejsce startu z Parkerem. Wydostajemy się z miasta przez Wypalanki i Korkową, a potem: Brzeziny Kolonia, Brzeziny Nowe, Sobuczyna, Nierada, Łysiec, Klepaczka, Starcza, Rudnik Mały, Pakuły, Ligota Woźnicka i Woźniki. Do tego momentu w bardzo sprawnym tempie, pierwszy większy podjazd zdarzył się już przed Woźnikami. Tereny te są nam dobrze znane, więc nie było sensu zwalniać. O poranku dobrze się jedzie. Komfortowo, od Rudnika Małego już bez bluzy. Kilometrów przed nami sporo, Słońce motywuje do jazdy. Przejeżdżamy obok Rynku w Woźnikach i wjeżdżamy na jeszcze bardziej spokojną drogę z równiutkim asfaltem, która prowadzi przez Cynków, a dalej lasem na Strąków. Tu już skończył się asfalt, ale spokojniejszym tempem dało radę przejechać. Parker dał radę na szosówce przejechać kawałek po niezbyt równym lesie, tak więc mi też bez problemu to wyszło. Drogę znałem już wcześniej z wyjazdu do Katowic. Jedzie się naprawdę dobrze, pełen komfort i nastrój na plus. Potem jedziemy asfaltem przez Zendek i na skrzyżowaniu odbijamy w lewo. Od tego momentu dla mnie zupełnie nowe drogi do samego Krakowa, tak więc to dodatkowy atut dzisiejszej trasy. Jedziemy obok lotniska w Pyrzowicach, pierwszy raz jadę od tej strony. Jakiś samolot przeleciał podczas naszego przejazdu więc wszystko jest w porządku. Potem trochę asfaltowymi droga przez lasy i kawałek drogą krajowa 78, po czym znów na spokojne drogi. W Przeczycach nadrabiamy kawałek drogi przez pomyłkę. Tu trochę świeżego asfaltu, nawet miejscami z poboczem. Wcześniej przejeżdżamy obok Jeziora Przeczyckiego. Trasy już co raz mniej znane, tak więc trzeba pilnować zaplanowanego śladu GPS. Przecinamy wschodnią obwodnicę GOP S1, która idzie górą. Potem przecinamy drogę krajową 86 (Wojkowice Kościelne) jadąc nią dosłownie kawałek i w kierunku zbiorników: Kuźnica Warężyńska i Pogoria III. Jednak koło tego pierwszego jedziemy najwięcej, drugi mijamy tylko bokiem widząc go przez chwilę, jedziemy równolegle asfaltem. Tu zamierzałem kiedyś przyjechać na rowerze, ale jak dotąd nie było okazji. Asfaltowa droga rowerowa tylko w prawo - za to sporo asfaltu wiodącego wzdłuż zbiornika wodnego. Niecałe 9 kilometrów jazdy po asfaltowej drodze koło zbiornika Kuźnica Warężyńska. Sporo rowerzystów, rolkarzy, duży zbiornik wodny. Widoków w tle też trochę się pojawiło, w końcu dwa największe zbiorniki w okolicy. Jakąś tam wysepkę udało się również zobaczyć. Miejsce ma swój urok. W początkowych kilku kilometrach brakowało tylko Słońca, które potem uraczyło nas swoją obecnością. Wtedy od razu nastrój poszedł w górę, jazda komfortowa, a w oddali plan Krakowa, który mocno motywował. Tu przy zbiorniku robimy dwie krótkie przerwy na posiłek i także m.in. na mycie w dość czystej wodzie. Przebijamy się przez Dąbrowę Górniczą. Tu jak dla mnie sporo zamuły i sam przejazd przez miasto też taki sobie. Po drodze kilkakrotnie trasę trzeba było sprawdzić bo jednak to miasto, czego podjął się Parker. Znów przecinamy już na wyjeździe z Dąbrowy ekspresówkę, tym razem trasę S1 E75. Po drodze też trochę czynnych i nieaktywnych już przejazdów kolejowych które odczuliśmy po niezbyt równych nawierzchniach. Dalej już przecinamy DK94 i jedziemy spokojnymi asfaltami do Sławkowa, równolegle do DK94. Tu z braku alternatyw z przymusu wjeżdżamy na krajówkę 94. Tniemy trochę ponad kilometr jazdy, po czym znów na spokojne drogi nieco odbijające na południe, ale wiodące do Krakowa. W okolicy miejscowości Bukowno (koło Olkusza) za Sławkowem - wjeżdżamy do województwa małopolskiego. Nieco podjazdów daje o sobie znać po drodze, sporo jazdy po leśnych terenach i także przez spokojne wioski - m.in. Czyżówka, Myślachowice i na Trzebinię. Przed Trzebinią straszy nas kilka kropel deszczu, które na szczęście nie przerodziły się w nic większego. Nadal parno, jak przez większość drogi. Jedziemy asfaltem w okolicy rezerwatu Dolinki Krakowskie. Na kilka kilometrów przed Trzebinią odwiedzamy taras widokowy. Niektóre fragmenty naszej trasy na długo pozostaną mi w pamięci, ma swój urok ta trasa. W końcu Trzebinia, przejeżdżamy obok Rynku. Tutaj jedziemy znów kawałek drogą krajową 79 kierując się na Piłę Kościelecką. Po drodze dołem jedziemy pod A4. Jeszcze przed samą miejscowością przejeżdżamy pod autostradą A4, którą równolegle będziemy jechać do samego Krakowa, gdzieś tam w oddali będzie ją miejscami widać. Znowu jakieś wioski - Bolęcin, Nieporaz. Odbijamy w kierunku Tenczynka - w planie Zamek Tenczyn. Odbiliśmy od razu na Grojec widząc Tenczyn z oddali, tak wiec tam nawrotka i w kierunku celu, trzeba będzie tę górkę powtórzyć, ale za to Parker uwiecznił mnie na zdjęciu. Jedziemy tym razem nad A4, a potem skręcamy w prawo w kierunku ruin zamku. Prowadził tam dość ciężki podjazd, który mnie zmęczył. Parker ma zdjęcie, bo podjechałem pierwszy dając z siebie dość dużo w końcowej fazie podjazdu. Potem już sam Zamek i odrobina przerwy. W oddali też było już widać góry. Jazdy jeśli to tak można nazwać w okolicy samego zamku też trochę terenowo-trawiastej. Odwiedzamy zamek Tenczyn, który do tej pory widywałem tylko z pociągu z Krakowa. Może trochę czasu nas to kosztowało, ale warto było odbić i coś zobaczyć nowego. Wracamy na trasę, bo jednak musimy się wyrobić czasowo, tak więc jedziemy ponownie na Grojec (tu jeszcze się cieszymy widokiem Tenczyna z oddali, parę kilometrów dalej też się wyłania, w końcu jest na wzgórzu). Jedziemy asfaltami przez wioski - Zalas, Sanka, Czulów, Mników, Cholerzyn. Trzeba pilnować trasy cały czas bo nowe tereny, ale tu już jedziemy nawet sprawnie i udaje się bez błędów i sprawdzania trasy, drogowskazy też pomagają. Trasa pagórkowata. Tak wychodziło, że na każdym podjeździe ja górowałem, Parker natomiast zjazdy miał takie, że nie mogłem go często dogonić. Za miejscowością Zalas zobaczyliśmy ostatni raz pokaźnie prezentujące się w dalekiej oddali góry, a potem za kawałek dość konkretny zjazd. Nie myślałem, że aż tak konkretny. Sporo kilometrów w dół. Rezultat tego taki: na dystansie 3 kilometrów udało się pojechać ze średnią: 45,6km/h. Tak w okolicy 4 minut przejechaliśmy 3 kilometry. Niebywałe, ale możliwe. Taka atrakcja na trasie i bonus za pokonywanie wszystkich górek. Zjazd dający dużo radości, lecz wnerwiła ciężarówka przez którą musiałem hamować z 60km/h. Rozdzieliła też mnie i Parkera. Jednak jazda tak czy inaczej przednia. Co raz bliżej do Krakowa. W Liszkach znów dosłownie kawałek DW780, po czym kierujemy się na Piekary. Tam przystanek by zobaczyć Tyniec. Widok na Wisłę i wszystko co wokół nas cieszył. Potem kawałek asfaltem myśląc jak przedostać się na drugą stronę Wisły. Przejeżdżamy pod autostradą A4 i tu Parker ryzykuje, wydeptaną polną dróżką dostajemy się do kładki równoległej do autostrady. Ta prowadzi nas na drugą stronę Wisły, a obok biegnie A4. Okazało się potem, że była droga, również żwirowa obok, ale ważne, że znaleźliśmy się na kładce, jadąc DW780 znaleźlibyśmy się praktycznie u celu, a droga dużo mniej komfortowa. Tu zaczyna się najprzyjemniejsze. Jedziemy wzdłuż Wisły po asfalcie. To obrzeża Krakowa, po drugiej stronie udaje się zobaczyć jakiś zabytek, po naszej lewej płynie gdzieś tam Wisła. Spadło kilka kropel deszczu, ale potem już Słońce i tak do samego końca naszego pobytu w Krakowie. Jedziemy cały czas bulwarami nadwiślanymi aż do kładki Bernatka. Na prawie całej naszej trasy równiutka asfaltowa droga przeznaczona dla rowerów, w jednym tylko miejscu trzeba odbić kawałek po kamieniach do ul. Tynieckiej, po czym znów można wrócić na równiutkie asfaltowe bulwary. Do okolic tego miejsca udało się dotrzeć już na rowerze. Co raz bliżej Wawel. Jazda cieszy. Przejeżdżamy pod mostem Zwierzynieckim, kawałek drogi i widzimy już Wawel. Jedziemy bulwarem poleskim. Jeden z najbardziej lubianych przeze mnie widoków, zjeżdżamy na dolne bulwary wiodące już tuż przy Wiśle. Zatrzymujemy się zrobić zdjęcie, po czym jedziemy bulwarem wołyńskim i ulicami Krakowa po kontrapasie rowerowym (ul. Przy Moście i ul. Staromostowa) do ul. Brodzińskiego, gdzie pasem rowerowym do skrętu w lewo wjeżdżamy na kładkę Bernatka. Tutaj zjeżdżamy na bulwary nadwiślane po stronie Wawelu. Przejechaliśmy też koło Smoka Wawelskiego, gdzie jak zawsze tłumy ludzi. Jedziemy bulwarami nadwiślanymi dołem do ich końca, tam nawrotka i jeszcze dawka przyjemnych kilometrów przy Wiśle - kolejno bulwarem Rodła, Bulwarem Czerwieńskim i Bulwarem Kurlandzkim. W pełni komfortowo. Czuję odgłos opon sunących po asfalcie. Odbijamy w lewo z bulwaru i kierujemy się na Rynek tak by przejechać skrzyżowanie z sygnalizatorem do jazdy na wprost dla rowerów - jedziemy ul. Starowiślną, dalej nieco okrężnie (bo dziwne, ale zakaz skrętu w lewo bez wykluczenia rowerów) nieco ruchliwą Westerplatte, Basztową, Pijarską, św. Jana i na Rynek w Krakowie. Potem jeszcze trochę jazdy po Starym Mieście - ul. Grodzką i kierujemy się na dworzec, bo czas nagli. Jedziemy Bernardyńską, znów bulwarami nadwiślanymi, potem niestety wnoszenie roweru po schodach i przez most Powstańców Śląskich, dalej już ul. Wielicką do samego dworca Kraków Płaszów, wcześniej jeszcze zahaczając o fast food w pobliżu. Z dworca Kraków Płaszów odjazd do Częstochowy z biletem zakupionym w pociągu. Zdążyliśmy na dosłownie parę chwil przed odjazdem. Powrót w dobrych nastrojach, lecz zmęczenie dało też o sobie znać. Pociąg się wlekł, lecz we dwójkę raźniej. Trasa zaliczona i Kraków zdobyty, więc można cieszyć się z sukcesu.
Przydał się ten wyjazd do Krakowa zupełnie odmienną niż do tej pory trasą. Dość okrężna, ale przyjazna dla rowerów. Udało się zobaczyć sporo nowych miejsc, widoków, dróg - zaliczyć nowe powiaty czy gminy. Poznać i wypróbować nowe podjazdy (na pewno trzeba było się na nie nastawić) i co za tym idzie zjazdy, zobaczyć Zamek, wjechać do Krakowa od nowej strony. W znacznej przewadze spokojne drogi posiadające w miarę równy asfalt. Przeważnie asfalt tak jak w naszych planach. Komfort jazdy zachowany, momentami męczyła parna pogoda, mi trochę brakowało Słońca, ale nie było źle - w Krakowie przepiękne Słońce i takie było marzenie. Wjazd do Krakowa od strony bulwarów wiślanych najlepszy jaki może być - może nie było znaku "Kraków", ale z pewnością dobrze się jedzie koło Wisły by po paru kilometrach zobaczyć Wawel. W Krakowie udało się pojeździć sporo po bulwarach nadwiślanych, odwiedzić Rynek Główny, zahaczyć Stare Miasto, załapać się też na jakiś kontrapas czy sygnalizator dla rowerzystów. Najważniejsze: udało się odwiedzić Kraków. Wyjazd w pełni udany. Kilometrów na liczniku spora ilość.

Trasa z Częstochowy do Krakowa: Częstochowa, Brzeziny Kolonia, Brzeziny Nowe, Sobuczyna, Nierada, Łysiec, Klepaczka, Starcza, Rudnik Mały, Pakuły, Ligota Woźnicka, Woźniki, Cynków, Strąków, Zendek, Mierzęcice, Przeczyce, Boguchwałowice, Wojkowice Kościelne, zbiornik Kuźnica Warężyńska, zbiornik Pogoria III, Dąbrowa Górnicza, Sławków, woj. małopolskie: Bukowno koło Olkusza, Czyżówka, Myślachowice, Trzebinia, Piła Kościelecka, Bolęcin, Nieporaz, Rudno (Zamek Tenczyn), Grojec, Zalas, Sanka, Czulów, Mników, Cholerzyn, Liszki, Piekary, Kraków.
O tych miejscach do tej pory tylko słyszałem. Sporo też nowych powiatów i gmin. 
Na trasie także sporo przecinania dróg krajowych (DK78, DK86, DK94). Po drodze też przejazdy kolejowe, przecinamy też dołem: wschodnią obwodnicę GOP, dwukrotnie trasę S1, autostradę A4 (w tym raz górą: jadąc na Zamek w Tenczynie).
Kraków odwiedzony - na rowerze w jedną stronę. Piąty Kraków na rowerze w życiu. Pierwszy raz na Meridzie.
Mapka ze śladem GPS z naszej drogi: http://ridewithgps.com/trips/5797762
Miasta: Częstochowa, Dąbrowa Górnicza, Kraków
Powiaty: częstochowski, lubliniecki, myszkowski, tarnogórski, będziński, olkuski, oświęcimski, chrzanowski, krakowski
Gminy: Poczesna, Starcza, Woźniki, Koziegłowy, Ożarowice, Mierzęcice, Sławków, Bukowno, Trzebinia, Krzeszowice, Liszki


Kuźnica Warężyńska I 
Kuźnica Warężyńska II
Okolice Trzebini - taras widokowy

Zamek Tenczyn

Podjazd - Grojec I
Podjazd - Grojec II

Kraków - Tyniec

Kraków - Tyniec, w oddali Wisła

Kraków - wzdłuż Wisły

W Krakowie na bulwarach nadwiślanych I

W Krakowie na bulwarach nadwiślanych II

Bulwary nadwiślane - bulwar Rodła

Z Parkerem - Kraków i widok na Wawel

Kraków - Rynek


Boguchwałowice koło Przeczyc - świeżutki asfalt z poboczem
Zbiornik Kuźnica Warężyńska - asfaltowa droga obok zbiornika
Zbiornik Kuźnica Warężyńska II
Zbiornik Kuźnica Warężyńska III

Droga do Krakowa prowadziła sporo po równych asfaltach przez tereny leśne

Zamek w Tenczynie

Widok na góry - przed zjazdem I

Widok na góry - przed zjazdem II

Widok na góry - przed zjazdem III
Kraków - Tyniec

Wjeżdżamy do Krakowa wzdłuż Wisły

Powoli wyłania się Wawel

Wawel

Kontrapas rowerowy w kierunku kładki Ojca Bernatka

Po przyjeździe do Częstochowy jeszcze kilka kilometrów po mieście. Z Dworca PKP od strony Piłsudskiego wracam: Alejami NMP, koło Placu Biegańskiego, III Aleją, przez pas rowerowy na Kopernika, II NMP, Al. Wolności, M. Cassino, Sabinowską i Jagiellońską. Trasa z GPS: http://ridewithgps.com/trips/5800401
Po przyjeździe do domu by zwieńczyć udany rowerowy dzień jeszcze na przekąskę. W obie strony przez ul. Jagiellońską i Al. 11 Listopada do KFC. Na powrocie jeszcze urozmaicenia w jeździe po ul. Jagiellońskiej m.in. z zahaczeniem ciągów pieszo-rowerowych pod wiaduktem. Trasa z GPS: http://ridewithgps.com/trips/5801824
W sumie dystans dzienny wyszedł pokaźny, ponad 10 kilometrów jazdy rowerem.


  • DST 115.51km
  • Czas 05:14
  • VAVG 22.07km/h
  • VMAX 60.37km/h
  • Sprzęt Speeder
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mirów i Bobolice standardami asfaltowymi

Poniedziałek, 20 lipca 2015 | Komentarze 0

Spontanicznie zapadła decyzja o wyjeździe do Mirowa i Bobolic. Wyjazd dość późny, ale skoro aura przyjazna to trzeba się ruszyć tam, gdzie można spokojnie pojeździć. Wczorajszy (i nie tylko) powrót nocny zachęcił do jazdy późno-popołudniowej. Od razu padł wybór trasy i w drogę. Trasy do Mirowa prawie nie poczułem. Szło bardzo szybko, kilka podjazdów, trochę też zjazdów i na miejscu. Dojechałem w 2 godziny. Zaplanowałem też tak trasę by była optymalnie jak najkrótsza, powrót nieco dłuższy. Chciałem też przejechać się po asfaltach po których dość rzadko jeżdżę w tej okolicy, czyli Zaborze i Przybynów. Reszta trasy znana prawie na pamięć. Udało się też zahaczyć o kilka kilometrów asfaltowych dróg rowerowych w gm. Niegowa i Żarki, w tym dość konkretny standard Żarki - Mirów. Tu udało się pojechać dziś ~60km/h. W czasie drogi też wnerwił 'skrzypiący' już lekko łańcuch. Udało się go podratować w Biskupicach dzięki uprzejmości pewnego mieszkańca. Cała droga w Słońcu i sporo z wiatrem.
W Mirowie i Bobolicach nieco postoju, co było w planie. W sumie zrobiłem godzinkę przerwy. Bardzo przyjemnie spędzony czas. Na powrocie już Zachód Słońca i zapadający zmrok. Sił do jazdy jednak nie brakowało. Dobrze się jechało całą drogę, była motywacja. Tempo też utrzymane - w drodze do: 23,93km/h, z powrotem: 22,82km/h. Bez napinki, ale sprawnie. Powrót do domu na 22:00.
Trasa wyglądała dokładnie tak: Częstochowa Jagiellońska, Al. Pokoju, Kucelin, Guardian, czarny rowerowy, Dk46, Olsztyn rynek, koło Sokolich Gór, Biskupice, Biskupice Nowe, Zaborze, Przybynów, Wysoka Lelowska, Żarki, Mirów, Bobolice, Mirów, Żarki, Żarki Przewodziszowice, asfaltowe drogi rowerowe, Ostrężnik, Złoty Potok, Janów, Piasek, Zrębice, Przymiłowice, Olsztyn, Skrajnica, Odrzykoń, czarny rowerowy, Guardian, Kucelin, Al. Pokoju, Jagiellońska. Wyszło lekko ponad setka.
Popołudniu jeszcze było trochę jazdy. Wyskoczyłem załatwić kilka mniejszych spraw na mieście. Najpierw na Stradomiu na Piastowskiej, a potem jeszcze przez M. Cassino i Sobieskiego na chwilę na PKP i powrót przez Niepodległości, Bór, Jagiellońską. Przejazdy na Toskanie.

Zamek w Bobolicach
Zamek w Mirowie


  • DST 103.98km
  • Czas 05:13
  • VAVG 19.93km/h
  • VMAX 55.40km/h
  • Sprzęt Speeder
  • Aktywność Jazda na rowerze

Siedlec Duży, Kamienica Polska i Poraj

Niedziela, 19 lipca 2015 | Komentarze 0